"Albowiem to, co raz zostało zobaczone, nigdy już nie powróci do chaosu." Vladimir Nabokov

środa, 6 lutego 2013

Milion spraw, trochę słodyczy i wieczorny spacer po Antalyi

Trochę przeciągnęła się zaplanowana przerwa w pisaniu. Zdążyłam pogrzebać jedynie w wystroju bloga, wpuściłam trochę światła (ciekawe czy się Wam podoba?), i zaraz się posypało. Czy też macie tak, że gdy nadchodzi dużo wolnego czasu, zamierzacie odpocząć i zająć się li tylko przyjemnymi rzeczami, na przykład blogiem, wówczas okazuje się nagle, że jest mnóstwo spraw do pozałatwiania, zaległości do zrobienia? Czas przesypuje się jak piasek między palcami, ferie uciekają i za chwile znów trzeba będzie wrócić do pracy. Pocieszające jest tylko to, że komputer po zainstalowaniu najnowszych sterowników karty graficznej, jakoś mniej się wiesza. Odpukać w niemalowane... Może idzie ku lepszemu :)

Zdążyłam natomiast troszkę zapoznać się z "oskarowym" (tegorocznym) repertuarem filmowym i jestem bardzo pozytywnie zaskoczona. Próbujemy z Ines typować, ale wybór jest dość trudny.


Lufthansa zmieniła mi w międzyczasie godzinę lotu powrotnego i będę zmuszona nocować w Warszawie lub szukać kogoś, kto zechciałby przywieść mnie późno wieczorem z Opola, bo niestety nie załapię się na ostatni autobus. 



 Najwyższa pora zabrać się za przygotowania do spotkania z Gruzją, przygotowany mam zestaw lektur + trochę przypomnienia z dziedziny fotografii podróżniczej. Do tego jeszcze filmy, Travelbit forum i kilka blogów tematycznych.
  Tymczasem dalej przemierzamy Turcję, a właściwie ulice Antalyi po smacznym obiedzie i deserze, naszej nowej miłości (tak naprawdę bardziej mojej niż Ines) czyli pismanije.








 



 






O poranku jedziemy natomiast na Konyaalti Plaji, kamienistą, popularną i bezpłatną plaże by zanurzyć się w wodach morza Śródziemnego i zobaczyć co pod powierzchnią wody. Oraz na zaplanowany wypoczynek - uwielbiam moczyć się w wodzie :)




Od wczesnych godzin słońce praży nas na tym polu kamyczków, trudno o cień, trudno przejść na bosaka do wody. Stopy zdają się aż skwierczeć od gorąca. łapiemy chłodne prądy, podglądamy nieliczne rybki, przeliczamy koszt dojazdu tramwajem, czas oczekiwania i przejazdu i stwierdzamy, że jednak następnego dnia skorzystamy z płatnej, najbliższej nam plaży - Mermerli Banyo. Nieduży kawałek przestrzeni szczelnie wypełniony leżakami, schodzimy po stromych schodach, wybieramy leżak. Zawsze bliżej wody, pływamy na zmianę i chcemy zawsze mieć się na oku, różnie to bywa. Powyżej restauracja gdzie należy wykupić bilety i skąd co jakiś czas schodzą kelnerzy przynosząc zamówione napoje czy dania - prawdziwy luksus. Ograniczamy się jedynie do lodów na patykach, napoje mamy własne, a obiad zjemy taniej w mieście.



Wokół skały, kaskady wody i trochę więcej życia do obserwacji pod wodą. Niestety nic nie umywa się do Morza Czerwonego, które nas z pewnością zepsuło :) Zresztą, w Dahab, mimo przełomu wakacji, plaże były puste, leżaki i parasolki bezpłatne. Choć morze o wiele bardziej atrakcyjne. Bogactwo Turcji, według mnie, leży zupełnie gdzie indziej, ale o tym gdy tam dotrzemy. A zapewne jeśli pojechałybyśmy głębiej w ląd, na wschód, takich magicznych miejsc odkryłybyśmy jeszcze więcej. Ale niestety nie wiedziałyśmy, że tak łatwo, przyjemnie i wygodnie jest tu podróżować.




10 komentarzy:

Iza pisze...

Góry tuż nad morzem wyglądają oszałamiająco :) Ciekawy zestaw lektur, tylko pozazdrościć Gruzji! :) Pozdrawiam :)

wkraj pisze...

Wspaniałe wspomnienia. Pięknie tam.
Pozdrawiam.

Emma pisze...

wystrój nabrał świeżości, jest taki wiosenny - podoba mi się :)

monika jall pisze...

w koncu znalazlam troche czasu, zeby poczytac i poogladac Twoj blog. Ale podroze i ile wspomnien, wspaniale. Pozdrawiam Monika

Mała Mi pisze...

Och... a mnie ostatnio tak zmarzły stopy... a Ty tutaj o skwierczeniu :)

mmm...


P.S. O widzisz, czyli mam szansę na więcej dobrej muzyki u Doktorka :) super! A Waltera Bishopa również bardzo lubię :)

W drodze... pisze...

Izo, podobnie jest na Synaju w Egipcie - woda i tuż obok rdzawo - czerwone góry :)Świetnie się czyta - Toast za przodków, właśnie zaczęłam :)

W drodze... pisze...

wkraju, piękniej jeszcze będzie :) Już bym pisała o Kapadocji, ale wszystko po kolei :)

W drodze... pisze...

Emmo, dziękuję, właśnie o to mi chodziło, ciemne kolory mnie zmęczyły :)

W drodze... pisze...

Moniko Jall, dziękuję, mam nadzieję, że nie zanudziłam :)Pozdrawiam i zapraszam na więcej :)

W drodze... pisze...

Mała Mi, to dzisiaj mam post o ciepłej wodzie, do zamoczenia przemarzniętych stóp :)

LinkWithin

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...