"Albowiem to, co raz zostało zobaczone, nigdy już nie powróci do chaosu." Vladimir Nabokov

piątek, 22 lutego 2013

Lwów - wspomnienia nie-moje


Po latach ukochane miejsca wracają do nas w snach, zakradają się znienacka, łapią za duszę, wołają. Po raz kolejny słoneczne plamy tańczą na soczyście zielonej trawie, w parku Iwana Franki. Kupione na Prospekcie Swobody z ulicznego wózka lody śmietankowe, słodko rozpuszczają się w ustach. Dachy mijanych budynków ostro tną błękit czystego nieba. Gwar, ruch, tętniące życiem arterie. Zwyczajne, lwowskie, letnie popołudnie. I choć człowiek nie chce, w końcu budzi się, a ułuda mija. Wraca nieubłagany mróz i trudne do udźwignięcia osiemdziesiąt lat. Czasem budzi się gorycz i myśl, że życie mogłoby wyglądać inaczej.




Wówczas dobrze mieć wnuka lub wnuczkę, móc się wesprzeć o nią i trochę siły, by stanąć oko w oko z cieniami przeszłości. Można wsiąść w autokar i wyruszyć na spotkanie Lwowa. A tam, jeszcze  raz dotknąć chropowatej ściany kamienicy na Czarnomorskiej, która kiedyś nazywana była domem. Można zanurzyć się w półmrok klatki schodowej i usłyszeć echo stóp zbiegających w pośpiechu schodami, przeciągłe skrzypnięcie drzwi , a później głęboką ciszę. Koniecznie trzeba opowiedzieć o człowieku, który nie zwracał na siebie uwagi, wówczas, 1 listopada, na cmentarzu  Orląt Lwowskich, a który widział sześć zapalonych świeczek pod pomnikiem nieznanego żołnierza. Któż mógł przypuszczać, że to nie Polak. Nikt, kto chciał uczcić pamięć poległych. Ten sam człowiek szedł później, krok w krok, aż sam dom. Poznał i adres i nazwisko, które na drugi dzień skreślono z listy szkoły felczerskiej, tak po prostu, bez dania racji, mimo bardzo dobrych wyników. O zmierzchu, gdy  jeszcze wystarczy sił, bo chęci nie zabraknie nigdy, można przejść się do dawnej Wojewódzkiej Stacji Sanitarnej, choć droga zapewne wyda się znacznie dłuższa.  A na koniec, ten ostatni raz, wspiąć się na Wysoki Zamek, popatrzeć na panoramę Lwowa.  

Można pojechać do Lwowa, po smutek, który przepełni serce na widok przestronnych alei obrośniętych budkami z piwem, zielonych placów rozmienionych na stragany pełne wszelakich rupieci, i zapomnienie, i zaniedbanie. Wówczas nagle czuje się ciężar czasu, który już nie wróci, świadomości, że już nigdy nie będzie miało się dwudziestu lat. Pozostanie tylko stary aniołek ukradkiem kupiony pod katedrą, spod poły płaszcza, tuż przed wyjazdem do Polski. Od lat skrzętnie przechowywany,  w grudniu usadowiony na honorowym miejscu, na choince, czuwa nad całą rodziną. Mały lwowski aniołek. 

Wspomnienia są wspomnieniami mojej Mamy, fotografie wykonała moja córka, Ines. Niestety nie miałam okazji być we Lwowie.  
































1 komentarz:

wkraj pisze...

Również nie byłem we Lwowie. Ze zdjęć wnioskuję, że miasto wygląda pięknie. Może się wybiorę.
Pozdrawiam

LinkWithin

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...