"Albowiem to, co raz zostało zobaczone, nigdy już nie powróci do chaosu." Vladimir Nabokov

wtorek, 22 stycznia 2013

Antalya - wypoczynek z małą nutką rozczarowania

Dlaczego właśnie z taką nutką? Otóż... Ale może po kolei. W Antalyi, razem z młodą Australijką, miałyśmy mały problem z dotarciem do naszego hoteliku. Ona szukała uliczki tuż obok naszej. Obydwie, w tłocznym autobusie, z mapą w jednej dłoni, drugą próbując się utrzymać w pionie, a trzecią - no właśnie - nieomalże trzecią, próbowałyśmy opanować nagle niezwykle ruchliwe bagaże. Gdy wysiadłyśmy na wskazanym przystanku, licząc, że gdzieś tu jest właśnie stare serce Antalayi, okazało się, że nie koniecznie. Na szczęście przechodnie z wielką serdecznością starali się nam pomóc. I tak powolutku, krocząc jedna za drugą, dotarłyśmy do bramy Hadriana (wzniesiona na cześć pobytu Hadriana w mieście w 130r.),  tu pożegnałyśmy się z naszą towarzyszką i przeszłyśmy po szklanych płytach, tuż nad fragmentem starożytnej ulicy. Jak by to była brama między wymiarami, czasem. 



Jeszcze kilka zapytań, azymut na Kesik Minare (ucięty minaret) i już byłyśmy na miejscu. Później chwila odpoczynku, wyścig pod prysznic i w miasto, oczywiście uzbrojona w aparat. Starówka idealnie uporządkowana, taka uładzona i chyba nieco anonimowa. Czy to jeszcze Europa, a może już Azja, czy to słoneczna Italia, czy też nadmorska Chorwacja? Czasem trudno było się zorientować. Wszędzie w okół kawiarenki, restauracje i brak bezpośredniego dostępu do morza. Tam gdzie choć było widać jego skrawek, od razu wyrastała jakaś knajpka, gdzie żeby popatrzeć, trzeba było usiąść, coś skonsumować. Nie koniecznie o to mi chodziło. Tak, wiem, że to największe miasto na wybrzeżu, założone 2000 lat temu... Ale żeby tak wszystko do bólu obrócić w biznes. 



Nie dany nam był spacer brzegiem morza, ale nic to, bo dzięki swojej kobiecej orientacji w terenie, odkryłam parę fotogenicznych miejsc. A zgubić się w tej plątaninie uliczek nie było trudno. Przez cały pobyt, zawsze wychodziłam ze starówki w zupełnie innym miejscu, niż się spodziewałam. Na odkrytych manowcach pochylały się nad nami wykusze starych domów, latarnie stały melodramatycznie uwikłane w brzemienne owocami granaty i figi. W takiej uliczce mogłabym zamieszkać i spędzić kawałek życia. Zobaczcie sami.


























Jednak zwiedzając takie zaułki pamiętajmy zawsze o zasadach BHP


13 komentarzy:

Ajka pisze...

Jakie cudowne światło... Uwielbiam Turcję, uwielbiam i strasznie za nią ostatnio tęsknię!

Iza F. pisze...

Wspaniałe zdjęcia i czarujące miejsce... Aż miło popatrzeć dla odmiany, bo za oknem zimno i pogoda ostatnio nie dopisuje ;[ Pozdrawiam serdecznie!

Rodzynki Sułtańskie. pisze...

Rzeczywiście w Antalii trudno znaleźć miejsca, które nie są zdominowane przez biznes (i naciągaczy). Ale i tak lubię to miasto i kręte uliczki :) Co do plaży i dostępu do morza - na próżno szukać w mieście, dla fajnej plaży trzeba by jechać np. do Adrasan (bardzo spokojna okolica i piękne kawiarenki na rzece - cudo!) albo, bardziej turystycznie, np. do Kemer.

Travelling Milady pisze...

Nawet nie spodziewałam się,że tak tam pięknie. Nazwa popularna, a im bardziej coś popularne tym bardziej się zniechęcam, ale teraz zmieniłam zdanie.

Mała Mi pisze...

CU DOW NE zdjęcia :) te kolory :) może i było średnio tam... ale zdjęcia boskie!!! Choćby dla nich warto było ;D hm?

wkraj pisze...

Nie byłem, więc z przyjemnością pooglądałem. Mnie się podobają takie zaułki, pokazują tę drugą mniej znaną stronę odwiedzanych miejsc

W drodze... pisze...

Ajko, cieszę się, że udało mi się uchwycić takie światło :) Ja chciałabym zobaczyć tą znacznie dalszą Turcję :)

W drodze... pisze...

Izo F, Dziękuję za odwiedziny i miłe słowa :) Zapraszam po więcej słońca.

W drodze... pisze...

Rodzynki Sułtańskie, nam nawet nie chodziło o plażowanie, bo takowe jest nam raczej obce, ale takie spacery wzdłuż morza :) Ale to Adrasan brzmi bardzo zachęcająco :)Szkoda, że nie zgadałyśmy się przed naszym wyjazdem :)

W drodze... pisze...

Travelling Milady, w każdym takim turystycznym miejscu, można znaleźć jakieś ukryte skarby. Warunek, że to nie miejscowość, która od początku została zbudowana dla turystów.

W drodze... pisze...

Mała Mi, dziękuję! Oj rosnę teraz jak na drożdzach :) Puchnę z dumy :)

W drodze... pisze...

W kraju, dziękuję :) Cieszę się, że podoba Ci się mój punkt widzenia :)

Karola F. pisze...

Zdjęcie cudowne, bardzo klimatyczne :)
Pozwoliłam sobie oddać głos na Twojego bloga :)

LinkWithin

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...