"Albowiem to, co raz zostało zobaczone, nigdy już nie powróci do chaosu." Vladimir Nabokov

wtorek, 19 stycznia 2010

Khan El Khalili i inne atrakcje dnia muzułmańskiego

Pierwszy tydzień, właściwie 6 dni spędziłyśmy w Kairze, by nie śpiesząc się poznawać miasto. Pomyślałam, że będziemy robić sobie dni tematyczne: dzień starożytności, dzień muzułmański, dzień koptyjski, wdzień wycieczki do Suezu, dzień rozrywkowo - leniwy :) itd.

 Dzień starożytny był naszym pierwszym dniem płacenia frycowego (przepłacona wycieczka pod piramidy, do Sakkary i Memfis), dzień muzułmański był drugim (choć nieco tańszym), bardziej denerwującym. Naszemu egipskiemu przewodnikowi przewodnikowi już nie bardzo chciało się znosić naszą ciekawość wszystkiego i miałam nieodparte wrażenie, że najchętniej wraz z kierowcą samochodu chciałby już odstawić nas do hotelu.
W drodze na Khan El Khalili

 Na Khan El Khalili przeszłyśmy chrzest bojowy bo pozostawili nas "na pożarcie" całego tabunu natrętnych handlarzy i zniknęli tylko w sobie wiadomym miejscu.
Przyznaję, że wówczas jeszcze wszystko wokół przyprawiało mnie o zawrót głowy i lekki obłęd w oczach, no i ten upał...
Sprzedający byli wyjątkowo natrętni, a my zielona jak pęczek wiosennej pietruszki. Nie umiałyśmy sobie z tym wszystkim poradzić. W końcu jak jeden z nich bezczelnie złapał za rękę Ines, tak się wkurzyłam, że trzasnęłam go po łapie. Wyszłyśmy z targu i krążyłyśmy (ja prawie jak bomba tuż przed detonacją) po placu przed rzędem kawiarenek.
Khan El Khalili

Co ciekawe gdy ponownie byłyśmy tam po powrocie z naszego egipskiego objazdu, same. Nikt nas nie zaczepiał, nikt nie był natrętny, chodziłyśmy, wymieniałyśmy miłe uwagi z Egipcjanami, oglądałyśmy towar - bez najmniejszych problemów. Czy coś w naszym zachowaniu było innego? - zapewne. Może nie wyglądałyśmy na typowe turystki, może to my właśnie byłyśmy bardziej "oswojone".
Warto pokręcić się tutaj, zwłaszcza w bocznych alejkach, spróbować słodkiego żółto - pomarańczowego owocu opuncji, obranego i  sprzedawanego wprost na ulicy na ulicy, chłonąć koloryt przypraw...

Albo po prostu odnaleźć i odwiedzić El Fishawi Cafe, miejsce spotkań lokalnych artystów oraz ulubioną kawiarnię egipskiego noblisty, autora "Opowieści Kairskich" Naguib'a Mahfuz'a. Co ciekawe Fishawi jast czynne całą dobę, przez okragły rok już od ponad dwóch stuleci.  Nazwa bazaru "Khan El Khalili" pochodzi od koniuszego Chalila, który w 1382 roku zbudował tu karawanseraj (zajazd lub miejsce postoju z pomieszczeniami dla podróżnych).
El Fishawi Cafe

Pilnująca porządku policja

Brak komentarzy:

LinkWithin

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...