"Albowiem to, co raz zostało zobaczone, nigdy już nie powróci do chaosu." Vladimir Nabokov

czwartek, 15 sierpnia 2013

409. I nadszedł rok 1921... - o życiu i smierci Terenti Graneli

W tbiliskim teatrze pantomimy gasną światła, scena jest niewielka, widownia pełna i po raz pierwszy jedynie słyszę gruziński język. Cichną szepty, zapada cisza. Przerywają ja kroki starszego mężczyzny, wychodzi powoli na środek, staje w blasku reflektora i opowiada o spektaklu. To Amiran Shalikashvili, mistrz pantomimy, dyrektor teatru. Nie rozumiem, mogę tylko z uwagą obserwować jego przejęcie, jego emocje i uczucia tak wyraziście rysujące się na twarzy. Ale nagle zaczyna mówić po rosyjsku i a jego słowa są pełne goryczy. Wspomina rok 1921, gdy 25 lutego Rosja napadła na Gruzję. Opowiada o trudnych latach okupacji. Ma żal, że w Tbilisi główna ulica, równoległa do Rustaweli, nazwana jest imieniem Puszkina, a o Granelim władze zapomniały. Niestety, nawiązuje do ataku w 2008 roku i znów wraca do języka Gruzińskiego. Po chwili kończy, schodzi ze sceny, rozpoczyna się spektakl.


W małej wiosce Kolkhi, w 1897roku,  rodzi się Terenti Graneli. Jego dzieciństwo nieodłącznie związane jest z ubóstwem i cierpieniem chorej matki, która wkrótce umiera. Wychowuje go ojciec, który choć bardzo kocha swego syna, nie rozumie jego marzycielskiej duszy. 


Narodzinom poety towarzyszą anioły





Ojciec stara się ujarzmić wolną duszę syna, którą tu symbolizuje koń.




Pewnego dnia w domu poety wybucha pożar, umiera ojciec. Terenti bardzo mocno przeżywa jego śmierć. Zwraca się ku Bogu i religii.




Utraciwszy nadzieję i będąc samotnym wyrusza do Tbilisi. Tam tworzy, poznaje ludzi, jednak nie potrafi w tłumie i rozedrganym mieście odnaleźć swojego miejsca. Ucieka do natury, lub spędza czas na cichym cmentarzu. Poszukuje w swoim życiu sacrum, poszukuje Chrystusa. W 1918 roku ukazują się jego pierwsze wiersze, które zyskują uznanie i publiczność.




Nadchodzi luty 1921, Rosja napada na Gruzję. Graneli widzi śmierć wielu ludzi, widzi jak umierają młodzi kadeci, jest świadkiem bohaterskiej śmierci Maro Makhashvili, jedynej dziewczyny pośród kadetów. Pisze o cierpiącej Gruzji, w 1924 roku wydaje zbiór poezji "Memento mori". Naraża się tym samym okupacyjnym władzom, zaaresztowany przez czekistów, uwięziony, torturowany, załamuje się. I nie potrafi już się podnieść. W 1934 roku poeta popełnia samobójstwo.






 A gdy muzyka cichnie, aktorzy zamierają w bezruchu, widownia milczy. Minuty zdają się nieskończenie długie. Jednak już można usłyszeć klaskanie jednej, drugiej, trzeciej osoby. Dźwięk przetacza się po widowni, ludzie wstają i owacje trwają jeszcze długo. Rozglądam się i widzę ukradkiem wyciągnięte chusteczki, ocierane łzy. Przyznam się, że ja również muszę sięgnąć po swoją...




Kochani, dawno nie widziałam tak świetnego spektaklu, tak mistrzowskiego ruchu. Każdy gest był dziełem sztuki. Ogień, deszcz - nigdy nie sądziłam, że w taki doskonały sposób można go przedstawić. I tyle emocji, które długo później nie dawały mi spokoju. Zwłaszcza, że wcześniej, po południu oglądałam wstrząsającą wystawę "Okupacja sowiecka w latach 1921 - 1991" w Muzeum Narodowym. Jeśli będziecie w Tbilisi, koniecznie wybierzcie się do Teatru Pantomimy na ulicy Rustaweli 37, tuż przy stacji metra Rustaveli, po drugiej stronie ulicy.
Oczywiście również polecam wystawę w Muzeum Narodowym.






Niestety nie udało mi się znaleźć jakiegokolwiek tłumaczenia poezji Terenti Graneli, jednak pamięć o nim i jego dzieła wciąż są żywe. Świadczy o tym ilość recytacji na Youtube, czy strony na Facebooku. Natomiast mogę pokazać Wam jego fotografie.






Brak komentarzy:

LinkWithin

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...