"Albowiem to, co raz zostało zobaczone, nigdy już nie powróci do chaosu." Vladimir Nabokov

poniedziałek, 1 kwietnia 2013

387. Sentymentalnie o Egipcie.

Ostatnimi czasy, korzystając z pomysłu Ajki, postanowiłam wrócić do fotografii z Egiptu. Te pierwsze, umieszczane na blogu, miały toporne czarne ramki. Tej czerni było więcej niż samego zdjęcia, mało ciekawie to wyglądało. Po drugie, przez czas od powstania bloga, chyba troszkę rozwinęłam umiejętności co do "obróbki" zdjęć. Mam nadzieję. Toteż chciałabym jeszcze raz pokazać Wam Egipt, jaki widziałyśmy. I co ciekawsze, choć zbyt dużo wody w Nilu nie upłynęło, to nie jest już ten sam Egipt. Jednak zmieniło się tam co nieco od czasu obalenia Mubaraka.

  Startowałyśmy z Pragi. Były wtedy takie tanie przeloty - za dwa bilety do Kairu i z powrotem zapłaciłam około 1100 zł.


Jest to post wielce sentymentalny. Bo jak tu nie mieć sentymentu do pierwszej podróży na kontynent afrykański, tak długiej i samodzielnie przygotowanej, na dodatek z bardzo nieśmiałą wówczas dwunastolatką. To była podróż naszego życia (jak dotychczas nie przebita), a może samo podróżowanie już na tyle oswoiłyśmy, że Egipt wydaje się nam tak znaczący? Może...

 Próbowałam namówić Ines do robienia zdjęć, ale do tej pory nie zdołałam jej przekonać, choć moim zdaniem ma oko do dobrych ujęć. Z Pragi wylatywałyśmy w nocy.

To była taka przygoda "na przekór". Od tamtego czasu staram się wierzyć, że "chcieć to móc", bo chcąc i marząc skłaniamy cały wszechświat do pochylenia się nad tą, upragnioną sprawą. Teraz tylko muszę przypominać sobie o tym w trudnych chwilach i starać się nie wątpić (a nie jest to do końca proste, bo co innego wiedza, a co innego wiara). Wówczas po wariacku zaplanowałam ten wyjazd nie mając środków, perspektyw, jedynie silną determinację, że muszę wyrwać dziecko z jej niewesołej rzeczywistości. A że zawsze pasjonował ją starożytny Egipt, plus ja, będąc dzieckiem, żyłam przygodami Stasia i Nel, padło na ten kierunek. na dodatek w Egipcie znaleźć można było najtańsze wczasy zorganizowane. Ale gdy zobaczyłam, ile trzeba dopłacić za dodatkowe wycieczki fakultatywne, włos zjeżył mi się na głowie. Wówczas zaczęłam szukać i dopytywać, czy można pojechać z córką na własną rękę. Tak to się zaczęło. Później jeszcze Opatrzność pochyliła się nad moimi zamierzeniami i znalazły się potrzebne środki. 



Pamiętam, jak Ines słuchając roztaczanych przeze mnie planów, patrzyła w stylu "tak, tak, pomarzyć zawsze można", do czasu wykupienia biletów na samolot. I tak latem 2008 roku nasza przygoda się rozpoczęła. A dla mnie dodatkowo przygoda z moim blogiem.

 Poranek jaki nas przywitał w Kairze, widok jaki mieliśmy z hostelu King Tut, 10 minut drogi od sławnego teraz Tahrir Squer.




 Nasze pierwsze zwiedzanie Kairu było tak zwanym "frycowym". Drogie i nie do końca takie jak sobie wyobrażałyśmy. Ale najdrożej zawsze płaci się za naukę.


 Smog nie zawsze ułatwiał robienie zdjęć.


 Odkrywałyśmy zakątki, które na dobrą sprawę warte były bliższego poznania. Może kiedyś...


 I te kwiaty, wielkie, pachnące, kolorowe...




Często pierwsze wspomnienia, te najsilniejsze, wiążą się z detalami jakie odkrywamy, widzimy, poznajemy po przybyciu na nowe miejsce. Palmy dla nas były tym jednym z pierwszych wspomnień, zachwycaływ drodze z lotniska. Była noc, około 3 nad ranem, nieprawdopodobnie ciepło, najmilszy wiatr, którego nie zapomnę nigdy i te wielkie palmy pochylone nad drogą. Szum ich wielkich liści...




Mam nadzieję, że nie będziecie mieli mi za złe, że się powtarzam :) Nie umiem się tym wspomnieniom oprzeć.

11 komentarzy:

Jo pisze...

doskonale rozumiem, choć mam zupełnie inne egipskie obrazki przed oczami, ale to pewnie dlatego, że niemal tydzień spędziliśmy na Nilu, miejscowych soukach i wszędzie, gdzie nie powinnyśmy być ;)

mama ammara pisze...

Absolutnie nie za złe :-). Cudowne opisane i pokazane wspomnienia i może da się pokazać jeszcze? :-). Uściski i gorące życzenia, żeby Twoje kolejne marzenia się spełniały!

Beata pisze...

oj chciałabym się teraz znaleźć na egipskiej plaży ;) moczyć się w gorącym morzu i mieć dość słońca :)

W drodze... pisze...

Jo, Egipt ma tak wiele twarzy :) Muszę tam jeszcze wrócić, tyle rzeczy jeszcze nie zobaczyłam :)

W drodze... pisze...

Mamo Ammara :) Dziękuję :) Będą, a cała przyjemność ich pokazania będzie po mojej stronie :)

W drodze... pisze...

Beatko, ja też! Na widok białego mam już alergię :P

Mo. pisze...

Można być w Egipcie i mieć inne wspomnienia niż te związane z piramidami? Można:). I chyba nawet te spoza utartych szlaków są o wiele ciekawsze.

grazyna pisze...

Tez spowodowalas, ze wspomnienia egipskie powrocily..bylam i praktycznie sama organizoawalam sobie wyjazdy w ciagu blisko 2 tygodni, szkoda ,ze nie mialam jeszcze wtedy aparatu cyfrowego. Klimatycznye Sa Twoje zdjecia i wrazenia bardzo Twoje, lubie takie personalne odbieranie swiata. Pozdrawiam i zapisuje sie jako Twoja podgladaczka

W drodze... pisze...
Ten komentarz został usunięty przez autora.
W drodze... pisze...

Mo, W Egipcie należy zejść z utartych szlaków :) My natomiast unikałyśmy Hurgady I Sharm. Może dla tego była to dla nas wielka przygoda :)

W drodze... pisze...

Grażynko, ja boleję nad brakiem cyfrówki w Japonii :) Najlepiej i najtaniej organizować wyjazdy samemu. Dziękuję za miłe słowa i cieszę się, że podoba Ci się moje widzenie świata :) Również ciepło pozdrawiam :)

LinkWithin

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...