"Albowiem to, co raz zostało zobaczone, nigdy już nie powróci do chaosu." Vladimir Nabokov

niedziela, 7 kwietnia 2013

390. Lazurowe Mousehole i błyskawiczne scones.

Mousehole, to mała, rybacka wioska na południu Kornwalii. Świetne miejsce na chwilkę wytchnienia od pędzącego w obłędzie świata. Ciche, spokojne, pełne unoszących się na wodzie łodzi, błękitu, światła. W Mousehole pierwszy raz spróbowałam angielskich bułeczek scones. W małej kawiarence, ciepłe, podane z aromatyczną herbatką, clotted cream (50% śmietanką) i dżemem. Były wspaniałe, zwłaszcza po długim spacerze nad morzem. Jakiś czas po powrocie z Kornwalii zatęskniłam za nimi, znalazłam przepis i spróbowałam zrobić je sama. Okazały się niezwykle proste, szybkie do przygotowania i zakochuje się w nich każdy, kto tylko ich spróbuje. 





Dla chętnych podaję przepis:

W pierwszej kolejności nastawiam piekarnik na 230C, w czasie gdy się nagrzewa, wyrabiam ciasto i robię bułeczki.

60 dkg mąki
4 łyżeczki proszku do pieczenia
10 dkg cukru
10 dkg masła
220ml mleka
3 jajka

Do miski wsypuję 60 dkg mąki, 4 łyżeczki proszku do pieczenia, 10 dkg cukru i dokładnie wszystko mieszam. Następnie dodaję 10 dkg masła i rozcieram palcami razem z mąką na drobną kaszkę. 2 jajka rozbijam widelcem w kubeczku i razem z niecałą szklanką mleka (tak około 220ml), dodaję do mąki. Wszystko należy teraz wyrobić na jednolite ciasto i rozgnieść lub rozwałkować na 1 - 2cm placek. Gdy ciasto jest za bardzo klejące, spokojnie dodajemy mąki. Krążki można wykroić szklanką. Ubić widelcem 3 jajko. Bułeczki położyć na wyścieloną pergaminem blachę i posmarować  jajkiem. Włożyć do nagrzanego piekarnika i patrzeć jak pięknie rosną. Po ok 10 - 15 minutach (w zależności jaki kolor skórki chcemy) wyciągnąć.

Najlepsze są ciepłe, przekrojone na pół i podane z mascarpone (zamiast nieosiągalnej 50% śmietanki) i z kwaskowatym dżemem np. z czarnej porzeczki.





W ten sposób, w pół godziny, mamy smaczny poczęstunek dla na przykład niespodziewanych gości.

Dodam, że w Wielkiej Brytanii, ludzie spierają się, czy na bułeczkę w pierwszej kolejności należy nałożyć śmietankę, czy też dżemik.

A teraz pijąc herbatkę i smakując pachnące bułeczki możecie pooglądać Mousehole :)







Z Mousehole wiąże się pewna legenda. W XVI wieku żył w wiosce rybak - Tom Bawcock. Pewnego roku nadeszła bardzo dotkliwa zima, żadna z łodzi nie zdołała wypłynąć z portu z powodu nieustających sztormów. Zbliżało się Boże Narodzenie, a mieszkańcy zaczęli już głodować. Sytuacja wydawała się beznadziejna. Wówczas To postanowił zaryzykować i wyruszyć na połów. Udało się, rybak powrócił z rybami wystarczającymi dla całej wioski. Te ryby, a było ich 7 gatunków, zapiekł w cieście i rozdał. To wydarzenie jest co roku celebrowane w Mousehole 23 grudnia. Mieszkańcy pieką gigantyczny Stargazy Pie i niosą go w korowodzie oświetlonym latarenkami, by na koniec uroczyście je zjeść. Cała wioska tonie wówczas w iluminacjach świetlnych. Musi to pięknie wyglądać :)

Tu znalezione na internecie Stargazy Pie, w wersji mniejszej. Jak Wam się podoba? Obowiązkowo muszą być widoczne głowy ryb i ogonki.


Jest też druga wersja legendy. Tomowi pomógł jego kocur, Mowzer, który wypłynął wraz z rybakiem na morze. Swoim śpiewem - mruczeniem, trzymał z daleka od łodzi, gigantycznego kota, władcę burz. Dzięki czemu połów się udał, a łódź bezpiecznie wróciła do portu. Nie muszę mówić, która wersja jest tą ulubioną przez dzieci.




 


























21 komentarzy:

deZeal pisze...

Będę musiała wybrać się przy okazji do Mousehole:)
Nawet nie wiesz, moja kochana, jaka ja jestem szczęśliwa, że mam clotted cream na wyciągnięcie ręki... absolutnie uwielbiam cream tea, chociaż mój zad chyba trochę mniej. I jeszcze Ci powiem w tajemnicy, że wyłącznie dżemik na cream, i nigdy odwrotnie - zwłaszcza w Devonie:) Odwrotnie byłoby niepoprawnie politycznie;) Ściskam!!

Marta Milosz pisze...

jesteśmy pierwszy raz, ale przepis na pewno wykorzystamy. zdjęcia przepiękne :) pozdrawiamy!!!

Ajka pisze...

jaka urocza miejscowość, uwielbiam takie małe, klimatyczne, trochę senne miasteczka. I nazwa jaka cudna :D Co do scones to jadłam kilka razy w UK, ale są zbyt tłuste żebym odważyła się jeść je w domu częściej niż wyjazdowo ;)

Fuerto pisze...

Witaj
Przepis zapisałam i wypróbuję.
Klimatyczne, nadmorskie miasteczko jak z bajki.
Pozdrawiam

Emma Ernst pisze...

zdjęcia przepiękne - jak zwykle, ale jestem teraz taka głodna, że zaraz zjem klawiaturę! :))

pozdrawiam ciepło :)

Margarithes pisze...

Dziękuję za przepis, w niedzielę wypróbuję, myślę, że moi chłopcy nie będę się zastawnawiać, czy śmietana, czy dżemik :) a historyjka zacna

fotografie piękne :)

pozdrawiam

Amisha pisze...

Ubarwiłaś moje oczy Ula:). Ja jednak nie na bułeczki a na tę zapiekaną rybę (nawet z ogonem i łbem) się skuszę.

wkraj pisze...

Ależ klimaty, gdzie ty takie miejsca znajdujesz? Muszę jeszcze raz zobaczyć :)
Pozdrawiam

monika jall pisze...

Ilez to ludzi tutaj zachwalalo mi Kornwalie, gotowam uwierzyc, ze to osmy cod swiata:) Pieknie i bardzo malowniczo wyglada ta kraina na Twoich zdjeciach, musze sie kiedys jednak wybrac. Scony uwielbiam.

tabu pisze...

przepis ukradłam a legendą i zdjęciami się zachwyciłam... tak bardzo, ze ciekawa jestem jak tam dolecieć z Polski? jakaś podpowiedź? Pozdrawiam ciepło

W drodze... pisze...

deZeal, koniecznie się wybierz :) Ty masz tam wszystkie cuda na wyciągnięcie ręki i najpiękniejszą porę roku :) I clotted cream i pasties Ci zazdroszczę :)
Pozdrawiam ciepło :)

W drodze... pisze...

Marto, ciesze się, że do mnie zawitałaś :) Życzę smacznych bułeczek :)

W drodze... pisze...

Ajko, oj tam, czasami trzeba sobie sprawić trochę przyjemności (częściej gościom) :) Niestety w Kornwalii byłam tylko raz, a raz jeść scones to troszkę za mało ;)

W drodze... pisze...

Fuerto, życzę smacznego :) Cała Kornwalia jest jak z bajki :)

W drodze... pisze...

Emmo, dziękuję za miłe słowo :) Mam nadzieję, że klawiatury nie spożyłaś, bo primo - jest raczej mało strawna, secundo - brak Twojego pisania było by ogromną stratą dla blogosfery :)

W drodze... pisze...

Margarithes, na zdrowie Tobie i chłopakom :) Dziękuję za miłe słowa, ciesze się, że Ci się spodobały :)
pozdrawiam :)

W drodze... pisze...

Amisho, cieszę się niezmiernie :) Dla mnie te sterczące głowy i ogony są mało apetyczne, ale może całość jest dobra :)

W drodze... pisze...

W kraju, w Kornwalii, w Kornwalii :) Jeszcze do nich wrócę :) Pozdrawiam serdecznie :)

W drodze... pisze...

Moniko, koniecznie się wybierz, bo to naprawdę jedno z piękniejszych miejsc na ziemi :) Ciesze się, że podzielasz moje uwielbienie dla sconów :)

W drodze... pisze...

Tabu, przepraszam, że nie odpowiedziałam od razu. Nagle cała blogowa rzeczywistość gdzieś daleko ode mnie uleciała. Myślę, że są jakieś bezpośrednie loty do Plymouth z Polski. Ja leciałam do Londynu i później autobusem aż na koniec Kornwalii, do Penzance. Pozdrawiam serdecznie :)

deZeal pisze...

Lotnisko w Plymouth zostało zamknięte, o ile się dobrze orientuję:) Najlepiej pewnie byłoby lecieć do Bristolu i potem autokarem... Ten serwis autokarowy z Londynu do Penzance o którym wspomniała Ula, jest dość komfortowy, ale to jednak jest parę ładnych godzin w autokarze - nie każdemu to odpowiada:)
A planujesz wypad do Kornwalii, Tabu?

LinkWithin

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...