"Albowiem to, co raz zostało zobaczone, nigdy już nie powróci do chaosu." Vladimir Nabokov

poniedziałek, 4 marca 2013

Loty i koty

Lubię latać, ba, uwielbiam latać. Nie tylko mowa o snach (to zupełnie inne latanie) ale o przemierzaniu świata samolotem. Nigdy nie odczuwałam strachu i śmiałam się wraz z Ines gdy dopadły nas turbulencje. Jednak, nade wszystko kocham moment, gdy potężna maszyna, latający goliat, nabiera rozpędu i odrywa się od ziemi. Jedyną rzeczą, której się boję, to zagubienia bagażu. 

Mój pierwszy lot był jednocześnie moim rekordowym. Najpierw do Londynu około 2 godzin, przesiadka na Heathrow i następnie trwający 12 godzin lot do Tokio. To były wrażenia! Jeden z piękniejszych przelotów - to wbrew pozorom - nocny przelot do Kairu. Leciałyśmy wówczas nad galaktykami lśniących blaskiem metropolii Europy, później Egiptu. Niebo, przy tych ścielących się na ziemi gwiazdozbiorach, zawstydzone bladło. 

Nad Londynem



Lotnisko Heathrow


Wiedziona więc ciekawością zakupiłam książkę "Air Babylon" autorstwa Imogen Edwards - Jones. Wczoraj zaczęłam czytać i gdyby nie praca, to zapewne pochłonęłabym ją już do końca. Co tu dużo mówić. Czyta się miło, lekko i przyjemnie. To taki zmontowany jeden dzień z życia lotniska. Owoc relacji wielu osób pracujących zarówno jako obsługa naziemna oraz dbająca o nas w powietrzu. I nie zamierzam zaprzeczać, jest to praca naprawdę nielekka, ogromnie stresująca i wymagająca żelaznej odporności, ale... Właśnie w tym ale jest cały dowcip. Bo czasem to co dzieje się za kulisami może zjeżyć włosy na głowie. Zwłaszcza gdy stewardom i stewardesom podpadnie jakiś pasażer. Wachlarz kar jest szeroki - od najbardziej kiepskiego miejsca w samolocie, po najróżniejsze poczynania z jedzeniem lub piciem pechowego pasażera (szczegółowo opisywać tu tego nie będę, odsyłam do Air Babylon). Ale niektórzy pasażerowie, opisywani w książce, naprawdę wystawiliby na próbę nawet anielską cierpliwość.



Poznamy tu kody jakimi posługuje się obsługa lotniska, gdy chce nas sklasyfikować, jakie najdziwniejsze rzeczy gubi się w samolotach (np. sztuczne szczęki, majtki), co potrafią przewozić pasażerowie (uciekające pytony, zlewozmywaki, fotele, koła do traktorów, a nawet trumny "bo była taka piękna i tania") i z jakimi rzeczami możemy mieć problem przy odprawie celnej (marcepan - nie można go prześwietlić, co podpada służbom celnym). Minęłam dopiero połowę prezentowanej Wam lektury, mam nadzieję, że druga będzie równie zabawna co interesująca, a także - nie da się ukryć - pouczająca. Polecam, w sam raz na dłuższe oczekiwanie na lotnisku i sam przelot.

Japonia z lotu ptaka





I tak lecąc nad Japonią, dotarłam do wspomnianych w tytule, kotów. Przeglądając internet natrafiłam ostatnimi czasy na fantastyczne miejsce, które cieszy się ogromnym powodzeniem w kraju kwitnącej wiśni . To proszę Państwa Mekka dla kociarzy, siódme niebo i oaza spokoju w jednym - kocia kawiarnia. W samym Tokio jest około 40 kawiarni, ale pomysł przywędrował z Tajwanu, gdzie pierwszą kocią kawiarnię otwarto w 1998 roku. Koty są w nich wszelakie, mają nieograniczone prawa i one właśnie dotrzymują gościom towarzystwa. Niestety miejsce trzeba rezerwować z dużym wyprzedzeniem. Musimy również zapoznać się z kilkoma zasadami przebywania w takim lokalu.


Niesamowita jest ta potrzeba przebywania z istotami jakimi są koty. Może nie jest to aż tak zaskakujące w Japonii, gdzie człowiek zmęczony jest bezustannym mieleniem jego jestestwa przez bezwzględne tryby korporacji, przedsiębiorstw i żelaznych zasad japońskiego społeczeństwa. Gdzie mieszkania sprowadzane są do roli bardzo "szybkich" sypialni i miniaturyzowane jest bez umiaru. Żałuję, że gdy byłam w Japonii, takich kawiarni jeszcze nie było. Ale nic to, może (a bardzo bym chciała) wrócić kiedyś do tego kraju. Tymczasem tego typu przybytek otwierany jest w Londynie, a może kiedyś doczekamy naszego, rodzimego. I ludzie zmienią swój stosunek do zwierząt na znacznie lepszy... Tak się troszkę na koniec rozmarzyłam :)


[zdjęcie: Internet]

[zdjęcie: Internet]

[zdjęcie: Internet]

Podsumowując - latać warto, choćby do takich kocich kawiarni w Tokio :)

17 komentarzy:

Iza pisze...

Boska ta kocia kawiarnia :) Niestety ja należę do tych, którzy boją się latać :( Pozdrawiam!

Kasia pisze...

Kocham latac i ogladac swiat z gory, ale jeszcze bardziej kocham koty ;)

Beata pisze...

lecę szukać książki :)
czuję, że to będzie bardzo dobra lektura :D

La vie est belle i ja tez pisze...

Lubie latac i podziwiac niebo, wschod czy zachod slonca, wylaniajce sie miasta, pustynie, dzungle...
Kawiarnia z kotami przednia! Pobuszuje i poszukam wiecej na ten temat. Ksiazke kupie, bom bardzo ciekawa tego upatrywania sobie pasazerow /smiech/
serdecznosci
Judith

W drodze... pisze...

Iza, w takiej kawiarni nie było by żal zostawiać pieniążków :) Może przyjdzie czas, że przełamiesz swój lęk :) Również pozdrawiam :)

W drodze... pisze...

Kasia :) Ja też, w końcu nie bez przyczyny mam trzy koty, które na przykład wiecznie wpychają się między mnie a monitor :)

W drodze... pisze...

La vie, najlepiej po prostu byłoby się wybrać w takie miejsce :) Taka zmasowana koto terapia :) Książkę gorąco polecam, choć teraz trochę strach podpaść komuś na lotnisku :)

Ciepłe pozdrowienia :)

W drodze... pisze...

Beata, myślę, że się nie zawiedziesz. Ja też zaraz wybieram się do łóżka na ciąg dalszy :)

Amisha pisze...

Niewiele latałam, ale też lubię! O książce gdziesik już słyszałam. Zachęciłaś! Kocia kawiarnia? Czego to ludzie - bo nie koty! Nie wymyślą ! Ale ja kocham koty i pomysł uważam za bombastycznie wspaniały :-)!

raf pisze...

A wonderful travel site of place and memories. Thank you for sharing and your kind comments on my blog. Happy to find your blog too!

Anonimowy pisze...

Dzięki za ten wpis.

W drodze... pisze...

Amisho, bardzo dziękuję za Twój komentarz :) Masz całkowitą słuszność :) Właśnie - bombastycznie wspaniały :)

W drodze... pisze...

Raf, thank you so much for your visit :) And for so nice words. But your photos are inspirations for me :)

W drodze... pisze...

Anonimowy, to ja dziękuję za wizytę, cieszę się, cała przyjemność po mojej stronie i polecam się na przyszłość :)

monika jall pisze...

a ja latac nie lubie:( i im wiecej latam tym bardziej nie lubie. koty mnie zafascynowaly, uwielbiam koty, otwieraja koty w Londynie? musze sie wybrac koniecznie.

jakaela pisze...

Ja też kocham latać i właśnie ten moment odrywania się od ziemi - też najbardziej.
Zaczynam czytać na dobre- pozdrawiam, Ela kocham lata

jakaela pisze...

No, coś dziwnego mi na koniec wyskoczyło :)

LinkWithin

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...