"Albowiem to, co raz zostało zobaczone, nigdy już nie powróci do chaosu." Vladimir Nabokov

czwartek, 12 lipca 2012

Wakacyjnie, małymi kroczkami...

Wracam po raz kolejny, niezmiennie, jak bumerang, do moich zapisków w drodze. W końcu. Wakacyjnie, powoli zamykając i kończąc kolejne sprawy do załatwienia, regenerując siły i skołatana psychikę, nerwy po pierwszej połowie roku, która niezbyt była dla mnie łaskawa. Choć i są dobre nowiny, w przyszłym roku szkolnym będę miała pracę. A co dalej? Nauczyłam się tak daleko nie sięgać, nauczyłam się, że żyje się z roku na rok. Znak czasów?




Długie przerwy w działaniu, na przykład pisaniu bloga, rysowaniu, sprzyjają powstawaniu blokad. Od ostatniego wpisu minęło ponad trzy miesiące, w których działo się wiele rzeczy niepozwalających skupić się na pracy twórczej, a skłaniających raczej do ucieczki od rzeczywistości. Przez pierwszy tydzień lipca odpoczęłam nieco i nabrałam chęci na powrót. Ale mój wewnętrzny mur już zdążył się we mnie zagnieździć, rozrosnąć. I tu opatrzność, czuwająca nade mną, błądzącym robaczkiem, podsunęła mi artykuł o filozofii kaizen. W dużym skrócie polega ona na tym, aby wszelkie zmiany na drodze do własnego rozwoju wprowadzać małymi kroczkami (polecam!). Co też postanowiłam uczynić. Aby przełamać bezwład jaki mnie ogarnął, zrobiłam listę rzeczy i spraw do załatwienia - a wydawało mi się, że ich ogrom mnie przerasta - by realizować je powolutku, stopniowo, bez zżymania się na siebie, że wszystko powinnam od razu, jak najszybciej. Aby pozbyć się ataków paniki, że coś zawalę, że nie dopełnię jakiegoś obowiązku. Już jestem w połowie drogi do zrealizowania tej listy. Sięgnęłam po aparat, odkurzyłam szkicownik, uśmiechnęłam się do siebie i pomyślałam, że może jest jeszcze dla mnie nadzieja :)



Okadzam się (frankincense) oglądając ponownie rewelacyjną serię BBC "The Frankincense Trail", polecam wielbicielom podróży po Bliskim Wschodzie.


Podróżują i żyję życiem kolejnych książek...




Szkicuję, szukam tego co kiedyś cieszyło mnie najbardziej. Ćwiczę wytrwałość i konsekwencję - przynajmniej jeden szkic dziennie. Możecie mnie rozliczać :) Oj zgniła mi nieużywana rączka, zgniła... :P





Rysunki tematycznie związane z naszym (moim i Ines) sierpniowym wyjazdem. Bardzo skromnym, krajowym i tylko na osiem dni. Tym razem na Pride of Poland, święto koni czystej krwi arabskiej w Janowie Podlaskim.Marzyłam o tym od dziecka, w końcu muszę to marzenie zrealizować :) A po drodze kilka dni w Warszawie. Jeśli fortuna pozwoli, w przyszłym roku wyruszę gdzieś dalej.

Z tym wyjazdem łączy się też mała historyjka o moim gapiostwie i o tym, że góra jednak czuwa nad takim elementem jak ja. Otóż marzyło nam się jeszcze ruszyć szlakiem polskich tatarów, czyli do Kruszynian i okolic. Najpierw kupiłam karnety na Janów i kilka dni temu zamierzałam również zarezerwować noclegi w Kruszynianach. Patrzę na mapę (już po raz kolejny), sprawdzam odległości, połączenia - wciąż bez własnego autka, planuję. Ok. Janów widzę nie daleko Kruszynian i Supraśla, tak z 1,5 godziny jazdy. Nie ma problemu, dotrzemy na wieczorny pokaz w stadninie. Na szczęście coś mnie tknęło, powiększam ten Janów i coś mi nie gra. Inne ulice, stadnina zniknęła... Coś jest nie tak. A już miałam dzwonić i rezerwować noclegi. Sprawdzam kolejny raz mapę i co się okazuje - ten Janów to nie Janów Podlaski! Właściwy, ze stadniną koni arabskich, leży w 250 km linii prostej na południe, poniżej. Pięknie bym nas załatwiła! W związku z powyższą odległością, naszym niezmotoryzowaniem, warunkami komunikacji państwowej ( kompletnie innej niż ta np. w Turcji), postanowiłyśmy, że Kruszyniany i Tatarzy będą musieli na nas jeszcze troszkę poczekać.

Co się jeszcze u mnie zmieniło - dzieci :) Jestem matką zawodowego żołnierza ...


...i tej krótkowłosej panny (planującej również zostać oficerem) :) Pamiętacie jej bujną czuprynę?


A przed nami jeszcze tyle wspomnień, zdjęć... Mam nadzieję, że będziecie do mnie jeszcze zaglądać :)

8 komentarzy:

Trevor pisze...

Great to see that you are back and blogging..
Regards from the UK
Trevor

doro pisze...

Bardzo się cieszę i gratuluję malutkich kroczków w wielkim kroku do przodu!!!
I z tej pracy!
Piękne rysunki. Piękne dzieci! Ines wygląda niesamowicie. Pozdrawiam!

Ajka pisze...

Ojej jak fajnie z krótkimi włosami! Gratuluję przyszłej pracy!

Lewym.OK pisze...

no to fajnie dobrze ze od czasu do czasu sa jakies zmiany, gratuluje zawodowego zolnieza ale ja osobiscie sie ciesz ze moje chlopaki ominely te instytucje

W drodze... pisze...

Thank you Trevor :)

W drodze... pisze...

Doro, dziękuję za miłe słowa i za to, że jeszcze do mnie zaglądasz :)

W drodze... pisze...

Ajka, dziękuję :) Nowa to stara praca, z małą modyfikacją :)

W drodze... pisze...

Lewym.Ok Dziękuję za odwiedziny :) Cóż ja poradzę, że to pasjonat. Długo starał się by zostać tym żołnierzem, mi pozostaje go wspierać :)

LinkWithin

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...