"Albowiem to, co raz zostało zobaczone, nigdy już nie powróci do chaosu." Vladimir Nabokov

poniedziałek, 16 lipca 2012

Słońce mieszka w Efezie


"Znów wędrujemy ciepłym krajem,
malachitową łąką morza.
Ptaki powrotne umierają
wśród pomarańczy na rozdrożach.
Na fioletowoszarych łąkach
niebo rozpina płynność arkad.
Pejzaż w powieki miękko wsiąka,
zakrzepła sól na nagich wargach.
A wieczorami w prądach zatok
noc liże morze słodką grzywą.
Jak miękkie gruszki brzmieje lato
wiatrem sparzone jak pokrzywą.
Przed fontannami perłowymi
noc winogrona gwiazd rozdaje.
Znów wędrujemy ciepłą ziemią,
znów wędrujemy ciepłym krajem."




Nie mogę oprzeć się by nie dodać Wam podkładu muzycznego, który zawsze przypomina mi się "w takich okolicznościach przyrody".  Słońce, rozedrgane powietrze, cyprysy, zapach ziół, dojrzewające na drzewach pomarańcze i granaty, a wokół ogłuszający koncert cykad...

Aż chciało by się zaśpiewać...






Dziś ścieżką naszych wspomnień wyruszamy do Efezu. I choć nie przepadam za architekturą starożytnej Grecji, to Efez jest ze wszech miar perełką jaką warto zobaczyć i jaka nas na pewno każdego zachwyci. 
O poranku, po przepysznym śniadaniu, jakim co dzień raczymy się w naszym pensjonacie na tarasie z widokiem na Kusadasi, postanawiamy udać się do Efezu. Ale aby tam dotrzeć należy przejść przez miasteczko. Docieramy do rozległego targu i tam się gubimy w zawiłych alejkach pomiędzy soczystymi brzoskwiniami, winogronem, arbuzami, dorodnymi bakłażanami, pomidorami, warzywami, których nawet nazw nie znamy, a nieprzebranym asortymentem jogurtów, serów i gotowych, cienkich jak pergamin, o średnicy koła młyńskiego placuszków czekających tylko na farsz i gotowych do użycia. Dlaczego nie zrobiłam ani jednego zdjęcia, bladego pojęcia nie mam. Z wrażenia zapomniałam wyciągnąć aparatu? Marzyłby mi się taki targ u nas. Ale pewnie zaraz zjawiłby się na nim sanepid i połowę straganów zamknął, zlikwidował, wyrzucił. 

W końcu z pomocą ludzi i niebios dostajemy się do miejsca skąd odjeżdżają busiki do Efezu i ruszamy na spotkanie słońca i historii. 




Wysiadamy na przystanku przy głównej ulicy, przed nami jeszcze dobry kawałek marszu, a słońce zdaje sie wybuchać nad naszymi głowami. Można podjechać czekającą tuż obok dorożką - ale cena przekracza nasze najśmielsze oczekiwania. Nawet nie zaczynamy bawić się w targowanie, ruszamy pokornie przed siebie, do kas, by następnie móc ukryć się w cieniu alei prowadzącej do amfiteatru.

Przedwczoraj odkryłam na blogu Agi "Spod Psiej Górki" świetny opis Efezu, więc powtarzać się nie zamierzam, gorąco polecam odwiedziny u Agi, jej opisy i zdjęcia. Ja tylko wtrącę swoje fotograficzne trzy grosze i kilka refleksji. W tym i w następnym wpisie - tego miejsca nie mogłabym zamknąć w jednej relacji :) Aby poznać historię starożytnego miasta - ja natomiastpolecam "Turcję - kraj czterech mórz" Witolda Korsaka i wydawnictwa Bezdroża.




W pełnym słońcu próba chóru - amfiteatr posiada doskonałą akustykę.



















8 komentarzy:

Ajka pisze...

Efez piękny. Nie lubię ruin, ale te w Efezie mnie powaliły!

Ola pisze...

imponujące pozostałości
ps. uwielbiam wszelkie wykopaliska ale przed tak świetnie zachowanymi chylę czoła:)

życie & podróże
gotowanie

AgaB pisze...

Bardzo dziękuje za super miłą dla mnie rekomendację mojego bloga.
Efez ma bardzo bogatą historię. Od Ogromnego miasta o wielkim znaczeniu po maleńką zapomnianą wioskę. Piękne porobiłaś zdjęcia! Pozdrawiam i jeszcze raz dziękuje! :)

wkraj pisze...

Niesamowite, ruiny robią wrażenie.

W drodze... pisze...

Ajko, ja też nie lubię - ale to miejsce powaliło mnie na łopatki.

W drodze... pisze...

Olu, to przyjemność dotykać tych kamieni, zdając sobie sprawę ilu wieków są one świadkami :)

W drodze... pisze...

AgaB, nie dziękuj :) Cała przyjemność po mojej stronie :)
Dziękuję za miłe słowa :)

W drodze... pisze...

Wkraj, naprawdę niesamowite, gdyby tak jeszcze móc pobłąkać się w nich nocą... :)

LinkWithin

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...