"Albowiem to, co raz zostało zobaczone, nigdy już nie powróci do chaosu." Vladimir Nabokov

piątek, 30 grudnia 2011

Bursa, zielony klejnot w pobliżu Istambułu

Jednym z ważnych punktów w naszej podróży po Turcji była Bursa. A to z powodu jednego zdjęcia. Czarno białej fotografii meczetu Ulu Cami w książce Leszka Szczasnego "Świat na wyciągnięcie ręki" (o którym pisałam wcześniej). Meczet ten wydał mi się niezwykły, nietuzinkowy i bardzo chciałam go zobaczyć. 

Bursa to miasto nieomalże tuż obok Istambułu. Dzieli je drogą lądową około 250 km, co jednak na odległości tureckie, nie jest żadnym dystansem. Jednak autokarem trzeba się najpierw przedzierać przez zatłoczone ulice Istambułu, zebrać wszystkich pasażerów z rozrzuconych po różnych dzielnicach przystanków. Następnie objechać Morze Marmara. Do tego wszystko w upał. Nie, my szukałyśmy jakiejś alternatywy, czegoś ciekawszego. I owszem, znalazłyśmy. Szybciej, bardziej interesująco, a zwłaszcza wygodniej. Nic prostszego, wystarczy wybrać prom i drogę morską.

Pojechałyśmy tramwajem na przystanek Askaray, tam jeszcze wymieniłyśmy walutę w kantorze, bo kurs w porównaniu do turystycznego centrum był rewelacyjny i w około piętnaście minut (z naszymi tobołami), idąc na południe Gazi Mustafa Kemal Pasa Caddesi, dotarłyśmy portu Yenikapi. Bilety na prom kupiłyśmy dwa dni wcześniej przy okazji sprawdzając ile czasu nam zajmie dojazd do portu, bo prom miałyśmy dosyć wcześnie. Prom był strzałem w dziesiątkę.Wygodny, przestronny i w miarę szybki. Dla osłody życia zakupiłyśmy sobie nawet ciasteczko :)








Po przypłynięciu musiałyśmy jeszcze przejechać z pół godzinki autobusem do centrum miasta, odnaleźć hotel Aksam, w małej bocznej uliczce i byłyśmy na miejscu. 

Bursa nas oczarowała. Ta pierwsza stolica osmańskiego imperium tonie w zieleni i rozpościera się u stóp masywu Uludag. Jego najwyższy szczyt (ponad 2500m n.p.m.) uważany był przez Greków za mitologiczny Olimp.  Jednak najbardziej ujęli nas ludzie, zwłaszcza po skomercjalizowanym Istambule. Tu turystów było niewielu, a mieszkańcy o wiele bardziej gościnni, serdeczni. W hotelu recepcjonistka miała dla nas serce na dłoni i bynajmniej nie było w tym interesowności, w restauracyjce, na bazarze zostałyśmy ciepło ugoszczone, a miasto pokazała nam młode małżeństwo, które poznaliśmy odpoczywając sobie na skwerku przy fontannach.



Polecam gorąco Pideli Kofte. Ciekawe jest podawanie do potraw gęstego jogurtu. Trudno też o potrawę bez pieczywa - tu pod smacznym mięskiem zanurzone w tłuszczyku grzanki. Milion kalorii ale jakie dobre :)


Moje dziecko jadło bardziej zachowawczo :)




Matki z aparatami fotograficznymi bywają często koszmarem swoich dzieci ;)




Bazar i okolice Ulu Cami








Kobiety tu ubierają się skromnie i najczęściej ubrane są w tego typu płaszcze, włosy ukrywają oczywiście pod upiętymi chustami.




W następnym poście zapraszam do wnętrza Ulu Cami :)

8 komentarzy:

Calimera.pl pisze...

To dobrze, że znalazłyście jakąś alternatywę dla autobusu :) do tego dodatkowa atrakcja płynięcia promem :)
Pozdrawiam
Ewa
http://blog.calimera.pl/

wkraj pisze...

Bardzo ciekawa wycieczka, miasto a zwłaszcza bazar wygląda wspaniale. Pomysł popłynięcia promem bardzo dobry a i standard, jak widzę nie był niski. Czekam na meczet. Lubię takie miejsca.
pozdrawiam

Amisha pisze...

Zdjęcia... jak dobrze popatrzeć na inny świat..... Świetne Ulu.

W drodze... pisze...

Ewo, uwielbiam morze i to była wielka frajda dla mnie :) Choć autobusów tureckich życzyłabym sobie u nas również :)

W drodze... pisze...

Wkraj-u, powiem Ci, że i cena porównywalna do autobusu :) I znów mam kłopot z czasem bo w środę w szkole mam konferencję, a cała papierowa robota do przygotowania. Ale w czwartek najpóźniej mam nadzieję coś wrzucić :)

W drodze... pisze...

Amisha, dziękuję Ci Kochana :) Postanowiłam noworocznie nie poddawać się depresyjnym nastrojom i bywać częściej na blogach, swoich i Waszych. A nie jak do tej pory raz na miesiąc a później popadając w jakieś czarne studnie bez dna :)

Katarzyna / Kathryn pisze...

Pieknie opisane i doprawione fantastycznymi zdjeciami. Fajnie masz, ze mozesz tak podrozowac....a w Nowym Roku oprocz szczescia i radosci zycze ci jeszcze wiecej zadowolenia z pasji podrozy i fotografowania! Wszystkiego najcudowniejszego!

W drodze... pisze...

Dziękuję Kasiu :) Tobie również szczęścia wszelakiego w nadchodzącym Nowym Roku, podróży jeszcze wspanialszych :) Ja niestety będę musiała zbastować bo przyszły rok jest dla mnie jak na razie wielką zagadką. Na szczęście mam zapas fotografii i wspomnień do pokazania :)

LinkWithin

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...