"Albowiem to, co raz zostało zobaczone, nigdy już nie powróci do chaosu." Vladimir Nabokov

niedziela, 19 grudnia 2010

Hiszpania. Witajcie w Sewilli - centrum iście piekielnego upału.

Czas wrócić do Hiszpanii. tak na przekór tej zimie za oknem.
Przed nami Sewilla. Czym nas wita - upałem, niemiłosiernym, odbierającym oddech i jakąkolwiek resztkę sił. Minęło południe, do wieczora jeszcze daleko, a nasze torby choć na kółeczkach jakoś przybrały na wadze, zrobiły się leniwe i oporne jak muły. Na domiar złego stacje kolejowe i dworce autobusowe w Hiszpańskich miastach (przynajmniej w tych w których bywałyśmy), wyrzucone są poza nawias życia miejskiego, gdzieś na peryferie aglomeracji. Po raz kolejny błogosławię uprzejmość tutejszych mieszkańców, którzy choć nie zawsze rozumieją angielski, to mają zrozumienie dla kobiety ledwo zipiącej z ciężarami i starają się pokazać, gdzie najlepiej wsiąść lub wysiąść z miejskiego autobusu. Błogosławię również, choć w sposób odmienny, swoją nieudolność w pakowaniu.
 Opuszczamy brzuszysko autobusu na Avenida de Carlos V i rozpoczynamy mozolną wędrówkę wzdłuż ogrodów del Prado de San Sebastian, przez rondo, następnie Av. de Menendez  Pelayo, stuku puku kółeczkami po bruku, wzdłuż kuszących ogrodów Alcazares, w kierunku hotelu. Jak na przekór to co na mapie było krótką, przyjemną uliczką staje się niemożliwie długą, ruchliwą aleją. Cienia skąpo, słońce chyba szaleju się najadło i końca naszej drogi nie widać. Ileż ja się zarzekałam, że z powrotem weźmiemy taksówkę, bo ja drugi raz tej drogi w takim słońcu nie przejdę. Jakbym wcześniej nie była w jeszcze bardziej upalnym Egipcie, a może ten tutejszy żar był bardziej zjadliwy? 
W końcu gdy dotarłyśmy do naszego malutkiego hoteliku, resztką sił pytałam o taksówkę na powrót. Oczywiście za kilka dni przeszłam samodzielnie spacerkiem do autobusu, zakupiłam dla nas bilety i pojechałam na stację. Bez najmniejszego problemu i marudzenia :)
Na szczęście w chwili przyjazdu, bariera i niemożność porozumienia się w języku angielskim z miłym małżeństwem prowadzącym hotelik, uniemożliwiła wcześniejsze zamówienie taksówki. Później dogadywaliśmy się całkiem ciekawie i nieźle. Ja pisałam na kartce co miałam do powiedzenia po angielsku, a Hiszpanie wklepywali tekst w translator i na odwrót.  Jak się chce to można. Po rozpakowaniu i chłodnym, regeneracyjnym prysznicu popędziłyśmy na pierwszy spacerek po mieście. Zakończył się on w sposób nieco zaskakujący i bynajmniej nie planowany o czym wkrótce :)














 



8 komentarzy:

blogniedzielny pisze...

ech no i znowu sobie powzdychalam :)

hds pisze...
Ten komentarz został usunięty przez autora.
hds pisze...

Coś mi się źle otworzyła strona w kompie, bo miałem cały świat na fioletowo-niebiesko ;)
Już jest wszystko ok.
Zdjęcia są przepiękne ;)

Ola pisze...

ładnie tam!

Euforka pisze...

piękny, inny świat :)

Akwarelia pisze...

Ja już powoli zapominam, jak wyglądają kolory. Wszędzie biało i biało, więc tym milej przypomnieć sobie, że istnieje lato i kraj, w którym wszystko jest gorące, bez względu na porę roku. :)

Grasza44 pisze...

Uleńko dawno mnie nie było w Twoim saloniku...ale nic to - zaległości nadrobiłam, a zachwytom nie ma końca. Ulcia jeszcze raz Wesołych Świąt oraz Szczęśliwego Nowego Roku - życzę Tobie i całej rodzince!

el pisze...

kolorowo..juz tesknie.

LinkWithin

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...