"Albowiem to, co raz zostało zobaczone, nigdy już nie powróci do chaosu." Vladimir Nabokov

sobota, 28 sierpnia 2010

Hiszpania bez flamenco? - niemożliwe!!

Dziś zapraszam na flamenco. 

Gdy miniemy po lewej Albazyin, a po prawej mijać będziemy Alhambrę. Gdy z mozołem w upalny wieczór miniemy krętą, pnącą się czasem stromo uliczkę Cueasta del Chapiz i zdobędziemy "Święte Wzgórze"- Sacromonte, mamy szansę na wyborny spektakl.
Na wzgórzu tym znajdują się groty, w których osiedlili się Cyganie. Przybyli oni z Czech razem z wojskami Karola V. Nazwa góry powstała natomiast w 1568 roku, w którym to ludność Grenady dokonała masowego mordu na Maurach, sądząc, że w grotach ukrywali oni skarby. Groty te do dnia dzisiejszego są zamieszkane i słyną z koncertów flamenco.

My bierzemy udział w Zambra de Maria La Canastera. Zambra to w marokańskim arabskim przyjęcie, muzyka, tu oznacza również taniec. Rodzina Marii występuje już od pięćdziesięciu lat, o czym świadczą fotografie zdobiące wnętrze groty. W dzień to salka muzeum, nocą rozbrzmiewa ot rytmów flamenco. Gościły tu takie znakomitości jak król Hiszpanii, Belgii, Jordanii, Ernesta Hemingway, Henry Fonda, Ingrid Bergman, Antoni Quinn, Claudia Cardinale i inni.

W ten wyjątkowo piękny wieczór my będziemy widzami spektaklu, a właściwie zabawy. Bo w tym przedstawieniu jest mniej muzyki pełnej bólu i żalu a więcej radości, pasji, miłości. I jest to autentyczne flamenco, jesteśmy bowiem u źródeł. Kiedyś moja córka wybrała się na spektakl polskiej grupy, wróciła zafascynowana. A ja uśmiechnęłam się, bo pamiętałam hiszpańskie zespoły, które oglądałam gdy jej jeszcze na świecie nie było. Pamiętałam co roczne festiwale flamenco, które odbywały się w pałacu w Kościanie, a duże przedstawienia w Poznaniu. Całe dnie i noce wypełnione muzyką, śpiewem, tańcem. Festiwale na które zjeżdżały się nie tylko zespoły hiszpańskie, ale również gitarzyści i śpiewacy z całej Europy, by wziąć udział w warsztatach. A wracając po tych trzech nieomalże nieprzespanych nocach i dniach pełnych hiszpańskiej muzyki, nie rozróżnialiśmy czy ludzie wokół nas mówią po polsku czy hiszpańsku. To były piękne czasy :)





































I jeszcze znalezione na Youtube flamenco w grotach Sacromonte.

7 komentarzy:

Anulka pisze...

Gracias, gracias... . Nie ma Andaluzji bez flamenco. Ale gdzie nam, w Polsce, do nich. Oni mają flamenco we krwi, palmas wyklaskują już w kołysce, ech! Cuuudo zdjęcia. Zazdroszczę, choć to paskudna cecha ;-).
Besos :-). Ania

Antares pisze...

To ostatnie zdjęcie - jak dla mnie WSPANIAŁE! Cóż za emocje uchwycone w kadrze!

blog niedzielny pisze...

ech a ja chcialam sie nauczyc tanczyc flamenko nadal chce tylko ten czas gdzies mi ciagle ucieka,boze jakie te kobiety sa piekne w tancu,bylam na koncercie z udzialem tanecznym ale tam powalil mnie facet ktory gral na gitarze myslalam ze wszystkie struny powyrywa,ale tancerki byly niestty malo hiszpanskie niestety

Ida pisze...

Piękne urokliwe miejsca...
Zdjęcia rewelacyjne.
A flamenco? Ech:)

Euforka pisze...

flamecno jest niesamowite :) uwielbiam słuchać, patrzeć
świetne zdjęcia

kate pisze...

Piękne są zdjęcia tancerki w ruchu.. :)
Stare fotografie na ścianach.. widziałam tak dużą ilość na ścianach klatki schodowej w budynku opery w Sogliano al Rubicone. Na niektórych sam duce..
pozdrowienia:*

W drodze... pisze...

Dziękuję za miłe słowa :) Aż się czerwienię :] I zapraszam na więcej :) Do oglądania powinnam jeszcze podać pyszną, hiszpańska, sangrię ;)

LinkWithin

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...