"Albowiem to, co raz zostało zobaczone, nigdy już nie powróci do chaosu." Vladimir Nabokov

sobota, 15 maja 2010

Egipt. Wyrocznia prawdę ci powie...

Wyruszamy do Aghurmi. Ten sam powożący chłopiec, inny osiołek. Wczorajszy okulał. Powiedziałam, że wynajmiemy inny wózek, jeśli nie zmieni biednego zwierzaka. Zmienił. Jednak okazuje się, że jestem marudną turystką, bo nie pozwalam dźgać tego kłapoucha grubym kijem. Taki tu zwyczaj popędzania. Jestem zła widząc krew na siwej sierści. Bardzo zła. Od tego momentu jedziemy wolno, ale to nic, przecież nigdzie nam się nie śpieszy. Piaszczysta droga prowadzi przez gęste palmowe gaje. Siwa to daktylowe zagłębie. W sklepikach można kupić te spreparowane, nadziewane migdałami i słodkie owoce. Wzdłuż drogi latarnie, wszędzie, nawet poza wioskami oazy. Są fantazyjnie powyginane.  Przypominają mi bajki Miyazakiego. I zapewne gdy zapada zmrok, w ich świetle pojawia się jakiś tutejszy, egipski Totoro. Na szczęście nie padają tu deszcze jak w Japonii i nie musi mieć liścia zamiast parasolki. Palma kiepsko by się do tego nadawała. Jestem nimi zauroczona i żałuje, że nie zobaczymy ich nocą. 

Docieramy do wzgórza na którym znajdują się ruiny pierwszej ufortyfikowanej osady. Musimy kupić bilet i wytargować naszą legitymacyjną zniżkę, które obowiązują w całym Egipcie do wszelkich zabytków pozostających pod kuratelą państwa. Nie zjednuje to nam sympatii. Trudno. Muszę pilnować naszych finansów. Idziemy jedyną ścieżką pod górę. Jest tylko jedno wejście, jedna brama, a w środku pozostałości po jednej studni, dzięki której można było się tu bronić wiele dni. Towarzyszy nam duch Aleksandra Wielkiego, niegdyś przybywający tu na spotkanie z wyrocznią Amona. Wielki Aleksander, zapewne skrzętnie ukrywający w zakamarkach swojej duszy tego małego, nieutulonego i być może zalęknionego Aleksandra, pragnął utwierdzić się w swojej potędze, boskości, a zarazem udowodnić światu, że jest synem samego Zeusa. Czy mu się to udało? Nie wiadomo, ale coś sprawiło, że chciał zostać pochowany tu, w pobliżu wyroczni. 

Wychodzimy na zewnętrzne mury, z wysoka podziwiamy panoramę. U naszych stóp współczesne Aghurmi. Dalej setki palm i lśniące bielą w słońcu, słone jeziora. Pewnie równie piękny widok podziwiał Aleksander, może jeziora były rozleglejsze, gaje nie tak gęste. Ale na pewno sprzyjały rozmyślaniom nad tym, co padło z ust wyroczni. Nad ważeniem losów przyszłych i decyzji, by ten los przyjąć lub odrzucić. Kto może zresztą wiedzieć, czy nie słuchając wskazówek i zmieniając pod ich wpływem swojej drogi, nie przypieczętowujemy tego, co stać się właśnie powinno. Czy przepowiednia tak naprawdę nie staje się katalizatorem przeznaczenia, które ma się wypełnić... Czy suchy wiatr, który dociera tu znad pustyni Libijskiej, może dać nam na to odpowiedź?...




































3 komentarze:

Emma pisze...

Ty u mnie, a ja u Ciebie...

dawno nie jadłam daktyli. muszę to nadrobić :-)

ostatnie zdjęcie i trzynaste licząc od dołu najbardziej mi się podobają. wszystkie piękne, ale dla mnie te dwa naj...

serdeczności i spokojnej nocy. chyba już trzeba iść spać :O

kate pisze...

Magia Siwy.. na mnie wywarła takie wrażenie, że potem każdą następną oazę z nią porównywałam. Wrócę tam jeszcze. Piękne zdjęcia :)

magenta pisze...

Las palmowy wygląda fantastycznie :)

LinkWithin

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...