"Albowiem to, co raz zostało zobaczone, nigdy już nie powróci do chaosu." Vladimir Nabokov

piątek, 7 maja 2010

Egipt. Wycieczki po oazie Siwa.

Drugiego dnia jesteśmy umówione z chłopcem, który nas przywiózł do hotelu z dworca autobusowego. Około trzynastoletni, uśmiechnięty, w błękitnej galabiji,  pochwycił nasze bagaże tuż po wyjściu z autobusu. Bez problemu zawiózł nas tam gdzie chciałyśmy, czyli do hotelu Shally. Aczkolwiek upewnił się czy nie chcemy do hotelu Youssef. Nie chciałyśmy. No cóż turyści nie zawsze bywają mądrzy, a czasem są wręcz głupio uparci. Nawet znalazł człowieka, który się opiekował tym interesem. To znaczy pobierał opłatę, wydawał klucz i pokazywał pokój. Zaprowadził nas do jednego, ale my chciałyśmy z łazienka. Z rozbrajającym uśmiechem i trudem (nie znał angielskiego) upewnił się czy jesteśmy o tym przekonane i posłusznie nas zaprowadził do innego pokoju. Miał balkon, dwa łóżka, dwie malutkie szafeczki, ściany brudne i jakby obryzgane (nie chciałam dochodzić czym), ale miał swoją łazieneczkę (o zgrozo). Językiem migowo-angielskim poprosiłyśmy o zmianę wiekowej pościeli, otrzymałyśmy tę z poprzedniego pokoju. Po czym człowiek ten gdzieś się ulotnił i naprawdę rzadko go widywałyśmy. A jak już wspominałam wcześniej, hotel stał pusty i otwarty na oścież. Co do łazienki - okazała się koszmarem, racząc nas feerią zapachów o jakiej z reguły się nie marzy, a ja zamieniłam się w hydraulika, co chwilę naprawiając spłuczkę.

Ale na początku byłyśmy naprawdę zauroczone Siwą (do puki nas ten hotel nie dobił). Umówiłyśmy się na wycieczkę po południu na Birkat Siwa, by podziwiać słone jezioro o zachodzie słońca.


Słona woda podchodzi w Siwa coraz wyżej, zalewa korzenie roślin, które gniją, umierają. osadza się białym kożuchem na ziemi wokół jezior, a nawet kałuż. Stąd w Siwa czasem okrutny zapach.






Na brzegu jeziora przygotowane są stoliczki, można usiąść przy herbatce, można zapalić sziszę, można zjeść zerwanego z palmy, słodkiego daktyla. Dałam się skusić, a później tylko zastanawiałam się ile ameb spożyłam. Żadnych jednak objawów posiadania tego stworzonka nie miałam i nie mam do dnia dzisiejszego.


A tu umilałyśmy sobie oczekiwanie na zachód słońca nauką wyplatania żyrafy z liści palmy,
















nauką języka arabskiego,




oraz wspinaniem się na palmy...




4 komentarze:

Emma pisze...

stoliczki wiklinowe aż proszą, żeby w nich usiąść.
tym razem ostatnie najbardziej mi się podoba, chociaż nie przepadam za pejzażami, ale kolorystyka jest przepiękna, więc nie sposób się nie zachwycić :-)

sinnlighet pisze...

Y
e
s

y
e
s

y
e
s

I

l
i
k
e

y
o
u
r

b
l
o
g


Agneta, Sweden

Ida pisze...

piękne, nowe, nieznane dla mnie...

Kryska pisze...

Nieznane zawsze nas ciekawi, mnie też. I chce się wybrać, ale to kosztów dużo dla mnie.

LinkWithin

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...