"Albowiem to, co raz zostało zobaczone, nigdy już nie powróci do chaosu." Vladimir Nabokov

niedziela, 17 marca 2013

I jeszcze raz w Adanie

Po dość długiej przerwie, która zaowocowała prawie nowym sprzętem, wracam ponownie z porcją nowych zdjęć z Adany. Za chwilę ruszymy z naszą wspomnieniową karawaną w miejsce, jakie polecałabym na dłuższy postój i relaks. 
Tymczasem od strony starożytnego mostu kierujemy się w stronę Ulu Cami, który wbrew nazwie nie jest "wielkim" meczetem, ale całkiem małym i niezwykle urokliwym.




Ulice opustoszały. W tak pulsującym życiem mieście, sprawia to dziwne wrażenie. Prawie pusta ulica, zmrok, unoszone przez wiatr papiery i jakieś zagubione, samotne sylwetki ludzi. Przygnębiające wrażenie. Wydaje się nam jakbyśmy nie były w odpowiednim miejscu i o odpowiedniej porze, nie jest to komfortowe uczucie. Nie kojarzymy początkowo skąd traka sytuacja i śpieszymy w kierunku ludzi. Dopiero później przypominamy sobie, że przecież to Ramadan i zbliża się pora iftaru (ramadanowej kolacji). Ale gdy dochodzimy do meczetu, ludzi jest troszkę więcej.





Stary meczet Ulu Cami, powstał w 1507 roku, to wpływ architektury syryjskiej, stąd tak niezwykły minaret. Jeszcze jeden taki sam znajduje się w Turcji w Antakyi. Portal zdobiony jest biało czarnym marmurem. Podchodzimy bliżej, drzwi są zamknięte, ale nie ma problemu. Starszy pan otwiera nam go, zapala światło i wpuszcza do środka.







Jaskrawe światło żyrandola wyrywa z mroku kolejne szczegóły, kroki przecinają ciszę i burzą panującą tu atmosferę. Jesteśmy intruzami w tej niewielkiej przestrzeni sacrum - sali modlitewnej. Ale może zostanie nam to wybaczone za nasz zachwyt dla mihrabu wyłożonego kafelkami z Izniku.










Jeszcze chwila, dwie, szkoda wychodzić. Przecież tu inaczej płynie czas i wszystko ma inną perspektywę. Ale czas zgasić sztuczny, elektryczny blask i pozostawić wszystko za sobą w ciszy i spokoju. A na zewnątrz zwyczajne życie, i ludzie, którzy z jakichś powodów nie śpieszą się do domu na wspólną kolację. Siedzą, rozmawiają pośród wszędobylskich gołębi.







Wracamy do Adany współczesnej, Adany profanum. Pełnej betonu i stali, w której szklane domy próbują uwięzić zachodzące słońce i w których taflach odbija się, jak w krzywym zwierciadle, historia. Jutro o świcie wyruszymy dalej, na poszukiwanie innych historii.


 






Wracając jeszcze do tu i teraz, komputer naprawiony, choć jeszcze bez wszystkich niezbędnych programów, ale to powolutku uzupełnimy. Problemem okazała się płyta główna. Teraz z nową wszystko śmiga jak należy :) Za ratunek dziękuję nieocenionemu Panu Leszkowi :)

8 komentarzy:

ADRIAN pisze...

It's good to have it repaired. It's always good to see your images.

mama ammara pisze...

Urszulko, piękne zdjęcia, piękny tekst - jak to dobrze, że komputer szczęśliwie reanimowany!
Uściski! :-*

Jo pisze...

i znowu klimaty, które bardzo lubię ;), i ciepłe światło na fotografii ;)

Margarithes pisze...

Niezwykle i ciepło

piękne zdjęcia, dziękuję

dobrze, że sprzęt jest i Ty jesteś :)

W drodze... pisze...

Adrian, thank you so much. I like to see yours :)

W drodze... pisze...

Mamo Ammara, dziękuję za wizytę i miłe słowo. Nawet nie wiesz jakie to szczęście dla mnie, że programy dobrze działają i nic się nie wiesza. A ja cały czas myślałam, że to wina konfiguracji i samych programów.

Cieplutko pozdrawiam :)

W drodze... pisze...

Jo, dla Ciebie - jeszcze więcej ciepła i światła, choćby tylko na zdjęciach :)

W drodze... pisze...

Margarithes :) Dziękuję za ciepłe słowa :) Miód na moje serducho :)

LinkWithin

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...