"Albowiem to, co raz zostało zobaczone, nigdy już nie powróci do chaosu." Vladimir Nabokov

środa, 31 października 2012

Boscastle. Spróbujemy cię utopić, a jak się nie uda, to spłoniesz!


Tak nakazywał napisany w 1486 roku „Malleus Maleficarum”, czyli „Młot na czarownice”.




Było to opracowanie na temat magii, czarownic, ich wykrywania, przesłuchiwania, sądzenia i wykonywania wyroków. Doprowadził on do zamordowania tysięcy kobiet w całej Europie, głównie w XVI i XVII wieku. 






Ostatnia czarownica w Anglii zginęła w 1684 roku w Exeter. A ostatni proces odbył się w 1944 roku. W Polsce ostatnią czarownicę, Barbarę Zdunk, skazano i przed spaleniem uduszono w miejscowości Reszel na Warmii, w 1811 roku. 




W Malleficarum uczono, że plotka jest wystarczającą podstawą do oskarżenia o czary, a próba obrony samej siebie jest dowodem na opętanie przez diabła. Jednym z najbardziej przewrotnych sposobów testowania czarownicy na jej konszachty z siłami nieczystymi było topienie. Wrzucano delikwentkę do wody, jak utonęła, znaczyło, że jest niewinna. Gdy utrzymała się na powierzchni, to ewidentnie była czarownicą, więc ją po przesłuchaniu i procesie palono na stosie. Zresztą ku uciesze gawiedzi, która bardzo nie lubiła wyroków uniewinniających. Oskarżenia były nieraz absurdalne. Jak na przykład to z naszej rodzimej historii: dwie czarownice skazano za to, że "że przyczynili narodowi wiele szkód w bydle i koniach oraz za pomocą czarów swoich robili żywe koniki polne z koniczyny". Warto wspomnieć, że narzędzia tortur miały swoje święte nazwy i skrapiane były święconą wodą przed użyciem. A nierzadko dowodem na pakt z diabłem było po prostu posiadanie kota – stworzenia o równie nieczystej duszy jak i u niewiasty.




Temat znęcania się wszelakiej maści dewiantów nad kobietami, zwłaszcza tymi mądrzejszymi i urodziwszymi lub po prostu tymi, którym ktoś czegoś pozazdrościł, jest niezmiernie szeroki. A ja chciałabym zaprosić Was dzisiaj, halloweenowo, do zwiedzenia muzeum czarownic i sztuki czarnoksięskiej, które znajduje się w Boscastle, w Kornwalii. Jego twórcą jest równie ciekawa postać mocno wpisująca się w dzieje współczesnej sztuki czarnoksięskiej. Cecil Williamson, którego fascynacja tym tematem rozpoczęła się od przyjaźni, z uratowaną przez niego, kobietą oskarżoną o użycie czarów. Swoją naukę kontynuował następnie w Rodezji, u tamtejszych szamanów. Po powrocie w 1933 roku do Londyny, stał się głównym ekspertem w tematach okultyzmu i magii. A gdy wybuchła druga wojna światowa, został wcielony w szeregi tajnych agentów i zajmował się zbieraniem informacji na temat parapsychologicznych fascynacji nazistów. Mówi się, że to właśnie on stał za sprowokowaniem Rudolfa Hessa do przylotu do Szkocji, gdzie został aresztowany i internowany. Cecil zrobił to oczywiście za pomocą swojej wiedzy okultystycznej.




Muzeum założone przez Williamsona, wielokrotnie zmieniało swoje miejsce, nikt bowiem nie chciał mieć w swoim pobliżu takiego nagromadzenia przedmiotów służących czarnej magii. W końcu udało się na stałe umieścić zbiory w malutkiej miejscowości na wybrzeżu Kornwalii. Są bogate i wciąż się rozrastają. Natomiast współczesne wiedźmy, czarownice i czarnoksiężnicy mają się dobrze, tworzą grupy i organizacje, choć nie afiszują się zbytnio. Jeśli chcemy, możemy znaleźć, w Wielkiej Brytanii różnorodne kursy i treningi w tym zakresie, włącznie z kursami korespondencyjnymi. 




Przypuszczam, że równie wiele znalazło by się kandydatów do zabawy po drugiej stronie barykady, czyli do uczestnictwa w działalności świętej inkwizycji, ale też ludzi skorych do wskazywania potencjalnych kandydatek na czarownice.

























Brak komentarzy:

LinkWithin

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...