"Albowiem to, co raz zostało zobaczone, nigdy już nie powróci do chaosu." Vladimir Nabokov

niedziela, 23 października 2011

Szukajcie a znajdziecie...

            Nie zawsze i nie koniecznie. Zwłaszcza w Turcji, w Istambule. W żadnym z krajów, które do tej pory odwiedziłam, dotarcie do celu nie stanowiło takiego problemu jak tutaj.
           
            W dzielnicy Fener błądziłyśmy dość długo poszukując Kariye (kościół św. Zbawiciela). Ludzie, których spotykałyśmy, mimo problemów z porozumieniem się z nami w języku angielskim, bardzo starali się pomóc, Nie szkodzi, że przy tym wskazywali co raz to inne kierunki, podprowadzając nas do dróg głównych (choć sprzeczne to było z ich wytyczonym celem), a czasem do uliczek prowadzących donikąd. Odrywali się nawet od rodzinnego, późnego śniadania lub wczesnego, niedzielnego obiadu. Poszukiwali kogoś, kto zna język angielski. Wskazywali kierunek nawet wychylając się z okien drugiego pietra. Język niemiecki znacznie ułatwił by sprawę. Tu, w każdym miejscu spotykałyśmy kogoś, kto wrócił z pracy z Niemiec, lub przyjechał do domu w odwiedziny. Znacznie gorzej było z dziećmi, które być może dla rozrywki, z przekornym uśmiechem wskazywały ewidentnie przeciwny kierunek, natrętnie wyciągały ręce po pieniądze i biegły za nami. Natomiast mapa, ze swoją pajęczyną uliczek, tylko komplikowała te poszukiwania.

             Fener, od brzegów Złotego Rogu, pnie się stromo po zboczu wzgórza. Południowe słońce zmusza do szukania wąskich skrawków cienia pod murami, nadgryzionych mocno zębem czasu, domów. Boczne uliczki wiodą w dół tylko  po to, by złośliwie zakończyć się stromymi schodami w górę. Nieliczne sklepiki oferują ceny śmiesznie niskie w porównaniu z turystyczną częścią Istambułu. Ułatwia to wędrówkę, pozwalając bez przeszkód ochładzać się co jakiś czas porcją lodów lub oszronioną butelką wody wyjętą wprost z lodówki. W ten sposób dotrzeć można do wyznaczonego sobie celu, jakim dla nas było Kariye. Jak zwykle, niewątpliwym plusem błądzenia, jest oczywiście możliwość zrobienia kilku dodatkowych zdjęć. Do obejrzenia których dziś Was zapraszam.



















A tu już na horyzoncie objawił się Kariye






3 komentarze:

mama ammara pisze...

Bardzo lubię taki "klimat" zabudowań. Błądzenie, gdy ma się czas, ma swoje uroki:). A teraz czekam na relację z celu wcieczki :) Uściski!

W drodze... pisze...

Też lubię błądzić, ale najchętniej robiłabym to w mniej gorących miesiącach. Ale cóż praca nie pozwala... Pozdrawiam Cię gorąco :)I zabieram się za następne zdjęcia :)

Calimera.pl pisze...

Przepiękne te nieplanowane zdjęcia. Pokazują takie zwyczajne miejsca. Dobrze, że na koniec trafiłaś tam gdzie planowałaś :)
Pozdrawiam serdecznie Ewa

http://blog.calimera.pl/

LinkWithin

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...