"Albowiem to, co raz zostało zobaczone, nigdy już nie powróci do chaosu." Vladimir Nabokov

poniedziałek, 19 kwietnia 2010

Egipt. Sahara. Dzika wersja Białej Pustyni

Ostatnie chwile w Farafra, ostatnia kąpiel w gorącym źródle. Chowamy się po buszu z Ines żeby się przebrać, a za nami łazi jakiś chłopaczek, przyszedł z wioski i zapewne chciałby sprawdzić czy tak samo białe jesteśmy pod ubraniem. My dwa kroki w busz, on za nami. I udaje, że nie rozumie iż go przepędzamy. Przypomina mi się sławne "szu!" Karen Blixen :) On nie daje za wygrana, to ja idę po pomoc tłumacza, trudno. Mohamed w końcu wyjaśnia mu powód dla którego nie bardzo chcemy być oglądane. Zostajemy same. I rozkoszujemy się przyjemnym źródełkiem. Później posiłek, i w drogę. By zdążyć przed zachodem słońca w nowe miejsce. Tym razem popełniamy przestępstwo. Przejeżdżamy przez strzeżony teren wojskowy. Nikt tam nie jeździ, ale chłopacy, jak to chłopacy. Na przekór, nikt nie będzie przecież beduinom zamykał dróg, ani zakazywał wędrowania. Zbuntowani, młodzi, gniewni. Na napotkanych posterunkach, zawsze pozostawiamy trochę jedzenia, papierosów, herbaty. Taki zwyczaj, podzielić się z żołnierzami. Mohamed, który ma wojsko za sobą opowiada, że to nie jest sielanka. Młodzi żołnierze najczęściej chodzą głodni, mundury muszą im pomagać kupować rodziny, są biedni, a służba trwa 3 lata. Przejeżdżamy płaską przestrzeń Sahary, asfaltowe drogi tylko do użytku armii, po których mało kto jeździ. Ba! Ale jakie drogi! Na miarę naszych autostrad. I widzę, że nasi Egipcjanie, mają pietra, przekraczając ten teren. Jedziemy szybko i w ciszy, oczy Mohameda zdaję się być dookoła głowy. Ale ponoć warto ryzykować a innej drogi TAM nie ma. I po paru godzinach jazdy zgadzam się z nimi absolutnie. Nieskażone, nie zdeptane piękno pustyni pełnej śnieżnobiałych formacji, może nie tak spektakularnych, ale nie wiem czy w sumie nie piękniejszych krajobrazów. Żadnych śladów człowieka, jedynie kół naszego samochodu. Tak, warto było zaryzykować. Przystanek na płaskim wierzchołku skałki. Pamiątkowe zdjęcia. Mój lęk wysokości, i balansowanie pozostałej trójki młodzieży nad krawędzią urwiska. A ponad nami i wokół nas cisza, niezmącona cisza, i świadomość, że jesteśmy zupełnie sami. Całkowite odludzie.


















12 komentarzy:

bajerowicz@o2.pl pisze...

Następnym razem zabierz mnie do walizki.....

W drodze... pisze...

Z wielką przyjemnością :)

Emma pisze...

nie pamiętam kiedy ostatnio byłam na takim kompletnym odludziu, gdzie ani śladu ludzkiej stopy...a chciałabym! :-)

tamirian pisze...

świetnie się czyta...i odpoczywa przyb czytaniu.Pieknie tam, mimo tego że tak surowo:)

Jo. pisze...

niedobra biała kobieto , jak można chłopczyka przepędzić , no jak ???? ;-)

magenta pisze...

Kosmiczne krajobrazy.
A czego pilnują żołnierze na pustyni? To poligon?

Mała Mi pisze...

Odludzie... dzisiaj trudno już o takie miejsce... :)

bajerowicz@o2.pl pisze...

Trzymam za słowo ;D Mogę za to być cookiem wyprawy i prać wszystkim skarpetki :DDDDDDDDD

W drodze... pisze...

Dziękuję :)
Emmo, bo coraz mniej takich bezludzi, ale Sahara zawsze Ci to zapewni :)

Tamirian - ciesze się, że odpoczywasz przy moim pisaniu, mam nadzieję, że nie zasypiasz ;)

Jo, bo ja złą kobietą byłam :) Niech się uczy, że w życiu nie ma się wszystkiego.

Magenta, to raczej nie poligon, tylko po prostu ich teren, nie lzja i dyskusji niet ;)

Dokładnie Mała Mi :)

Kasiu, zły argument, tam się chodzi bez skarpet :P :D

Hameed Nori pisze...

So delightful photos! especially the first one

W drodze... pisze...

Thank you so much Hameed :)

bajerowicz@o2.pl pisze...

Dlatego mogę je prać :DDDDDDDDD

LinkWithin

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...