"Albowiem to, co raz zostało zobaczone, nigdy już nie powróci do chaosu." Vladimir Nabokov

wtorek, 16 lutego 2010

Egipt. Jaki jest Egipcjanin, każdy widzi...

Nie do końca to jest tak, i myślę, że zbyt krótko tam byłam, żeby móc poznać charakter mieszkańców Egiptu. (Tak, 40 dni to stanowczo za krótko). Z takiej krótko - czasowo - wzrocznej perspektywy łatwo wpaść w mylne stereotypowe myślenie. Poza tym, wciąż byłam tam jednak po tej drugiej stronie "turystycznej" barykady. Na początku lekka panika kładła mi się na oczy, później zaczynałam widzieć. Dziś moja koleżanka w pracy zapytała czy będę pisać coś o ludziach. Myślę, że opowiem kilka historii, których byłam widzem. Z których coś można powiedzieć o mentalności czy obyczajowości Egipcjan. Jedna, która mnie zachwyciła, druga, która mnie przeraziła...
Kair. Wieczór, wszystko rozświetlone i pełne gwaru. Sklepy, ulice, restauracje, kina. Wszystko pulsuje, dźwięczy, wiruje, pachnie smakowitą, egipską kuchnią. Kolorowy zawrót głowy. Są miejsca gdzie trudno przejść, tak wielu ludzi dookoła. Egipcjanie spacerują, śmieją się, rozmawiają sobie oparci o zaparkowane w poprzek ulicy samochody. A pomiędzy tym na chodnikach rozłożone towary, gdzie ceny są inne dla nas - obcych a inne dla tutejszych. To właśnie ta ulica na zdjęciu poniżej.


Nagle tą ulicę, która zdaje się być jednym, żywym organizmem, przecina krzyk. Ludzie przystają. My jesteśmy blisko. Na chodniku tuż obok miota się z paniką w oczach, kobieta. W średnim wieku, przy kości i w ciemnym hidżabie na głowie. Choć nie znamy słów arabskich, łatwo domyślamy się o co chodzi. Zginęło jej w tym tłumie dziecko. Ona przerażona rozgląda się wokół, bezradna, nie wiedząc kompletnie w którą stronę biec. I w momencie, gdy zaczęła swój pełen rozpaczy lament, cała ulica stanęła. Zamarła. Każdy, jak jeden mąż, zaczął rozglądać się wokół, zaczął szukać i nie ważne, że nie wiedział jak wygląda dziecko, nie tracił czasu na zbędne pytania. Nie minęło nawet pięciu minut, a z pewnej odległości rozległ się okrzyk. Dziecko się odnalazło! W takim ścisku, w nocy. A mi przypomniała się historia z Warszawy sprzed wielu lat, gdzie zimą,  chodnikiem, na czworakach, pełzło sobie przez dłuższy czas dzieciątko (wypełzło ze żłobka) i nikt go nie zatrzymał, nikt nie zwrócił uwagi.



Druga historia to już Asuan, inne klimaty i inne wrażenia. Wracamy z muzeum nubijskiego, również wieczorem. Główna ulica Cornishe (na zdjęciu powyżej), wzdłuż Nilu, jasno oświetlona. Przed chwilą mijałyśmy policjanta z turystycznej, stojącą na krawężniku i obserwującego okolicę. Po drugiej stronie dwóch innych w Khaki mundurach, wspartych o motocykle - inna funkcja, inny kolor munduru. Spokojnie, za dużo ludzi wokół nie ma (Asuan ożywa gdy przybywają wycieczki zmierzające do Abu Simbel, więc wieczorem nie spotyka się tak wielu "obcych"). Na ulicy też niezbyt wielki ruch. Przechodzimy może z 50 metrów dalej. Nagle w ułamkach sekundy nadjeżdża niewielka cysterna, tępy odgłos uderzenia o maskę, na jezdnię z brzękiem przewraca się rower, a tuż obok starszy mężczyzna w galabiji. Pisk opon, czas nagle jakby zwalnia. Rozglądam się w oczekiwaniu na reakcję którejkolwiek policji, stojącej przecież tak nie daleko. Na darmo, oni jakby patrzyli w zupełnie inną stronę. Tymczasem z szoferki wyskakuje trzech Egipcjan, w pośpiechu podbiegają do leżącego bez ruchu potrąconego, wokół którego jest już spora kałuża krwi. Ku naszemu przerażeniu biorą bezwładne ciało za ręce i nogi, trzeci osobnik łapie za rower i biegiem z powrotem do szoferki. Wpakowali się wszyscy i czym prędzej odjechali. Dopiero po chwli pojawiła się ta "khaki" policja. Ja nie mogę dojść do siebie i postanawiam, że już nigdy chyba nie przejdę przez ulicę w Egipcie.


I może jeszcze jedna scenka rodzajowa z Kairu. Talat Harb Street w godzinach wieczornego szczytu i dość duży sklep ze słodyczami rodem z "Tysiąca i jednej nocy". A od strony ulicy, podobnie jak i u nas okienko z lodami. System jest taki, że wewnątrz płaci się za lody i dostaje kwit, po który idzie się na zewnątrz odebrać lody. Do okienka z lada dwie kolejki. Jedna z prawej, panów, spokojnie, wręcz ostentacyjnie przesuwających się do przodu. Obok z lewej strony, w narożniku lady, kłębiąca się, przepychająca łokciami, bez składu i ładu grupka kobiet. Momentami wręcz bardzo drapieżna. Trwa walka o lody :) Mamy pecha, ze względu na płeć, obyczaj nakazuje nam stanąć właśnie w tej mniej atrakcyjnej kolejce - nie kolejce. I zanim otrzymamy nasz słodko - chłodno - pomarańczowy cud, ze trzy razy zostajemy wypchnięte ponownie na zewnątrz.

8 komentarzy:

ADRIAN pisze...

Like your pictures, will keep following.

Hameed Nori pisze...

Very nice! i liked these photo. Hope be successful

creative_asik pisze...

Ciekawe historie, tak różne od siebie. Ja też jestem za tym abyś pisała więcej o ludziach :)

Pozdrawiam
A.

Jo. pisze...

Chyba najbardziej ciśnie mi się na usta przyslowie "Punkt widzenia zależy od punktu siedzenia " .Oceniamy zajścia w swojej , znanej nam skali .Ja myślę ,że w każdym wypadku miało być dobrze .

Magnolia pisze...

Hm sytuacje bardzo typowe,ale moze ja patrze na nie troche inaczej.
Czuje sie bezpieczniej gdziekolwiek jestem bo wiem,ze ludzie zareaguja,pomoga,nie zawachaja sie,nie to co w Polsce,gdzie czesto panuje wrecz znieczulica!
Kiedys mialam sytuacje,ze idac z dzieckiem ulica pewien mlodzieniec mnie zaczepial,odpowiedzialam mu na zaczepke (choc zupelnie niepotrzebnie),po czym on znowu na mnie naskoczyl iw tym samym momencie paru sprzedawcow z okolicznych sklepiekow zaczeli na niego krzyczec i zrobila sie awantura,ludzie calkowicie mi obcy,ktorych widzialam po raz pierwszy w swoim zyciu.
Co do wypadku to pamietam jak powstal kiedys mega korek na drodze.Kierowca potracil kogos jadacego na motrze,korek powstal gdyz wszyscy nadjezdzajacy zatrzymywali sie aby sprawdzic czy moga pomoc i o dziwo czekali az nadjedzie pogotowie.
Policja nie ma nic do tego,to typowa drogowka badz turystyczna(w zaleznosci od miejsca),nie zajmuja sie takimi incydentami.

W drodze... pisze...

I właśnie ten brak obojętności bardzo mi się podoba, i ja się czułam bezpiecznie na Kairskich ulicach i wręcz czułam, że ludzie otaczali nas opieką. Natomiast przechodzenie przez ulice zwłaszcza w Kairze czy w Aleksandrii wywoływało we mnie panikę, czekałam nieraz długo zanim zdecydowałam się wziąć udział w tej ruletce, czasem właśnie przychodziła z pomocą policja. Podawała sierotce rękę i przeprowadzała na drugą stronę :) Pozdrawiam ciepło Wszystkich i nawet nie macie pojęcia jak się cieszę, że chcecie mnie czytać :)

Grasza44 pisze...

Ula znowu jestem po dużej dawce lektury - wracam w każdą wolną chwilę - jestem zachwycona, piszesz tak obrazowo, że czuję się jak bym tam była. Pisz ile wlezie, będę miała zajęte wieczory i będę się przenosiła w inny świat - zdjęcia przepiękne, gratuluję i pozdrawiam.

Magnolia pisze...

przechozdenie wchodzi w nawyk...wprawy nabralam schodzac z metrowych kraweznikow na jezdnie z wozkiem ;)

najlepiej wybierac miejsca za tzw. spowalniaczami,czyli poprzecznymi gorkami na jezdni,bo w tym miejscu zawsze musza zwolnic ;)solegm

LinkWithin

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...