Przepraszam za nieobecność, za milczenie i za to, że jeszcze chwilkę nie będę odpisywać. Obiecuję nadrobię wszelakie zaległości. Jesień tegoroczna jakoś niezbyt mi sprzyja. Począwszy od zapalenia nerwu w nodze (już powoli lepiej), poprzez stanowczą decyzję naszych radnych o całkowitej likwidacji mojej szkoły, a co za tym mojego miejsca pracy, aż po dzisiejszą, okropną migrenę. Jakoś powolutku muszę się pozbierać i nabrać sił na przygotowania do przyszłej jesieni. Jesieni, która będzie pod wielkim znakiem zapytania, bo bladego pojęcia jeszcze nie mam, co dalej będę robić i tylko z całej siły staram się nie poddać paraliżującemu strachowi. Na razie szukam światełka w tunelu. Zastanawiam się, czy kiedyś, z perspektywy czasu, uznam te nagłe zwroty akcji mojego życia za początek czegoś lepszego? Może te wszystkie dziwne i zaskakujące wydarzenia, które mnie spotykały ostatnimi czasy, okażą się zmyślnymi elementami ogromnej machiny jak tej Rube Goldberga? Gdzie każdy jeden element, precyzyjnie ustawiony i wprawiony w ruch, działaniem swoim uruchamia następny, w efekcie doprowadzając do konkretnego celu. Może nie bez przyczyny odnalazłam akurat przemówienie Steve'a Jobs'a na uniwersytecie w Stanford? Wierzę, że będzie dobrze, jeżeli nie lepiej. Wierzę, bo tak naprawdę nie mam innego wyjścia, choć nie jest łatwo. Wkrótce ciąg dalszy naszych fotograficznych opowieści i podróży :) Pozdrawiam Was Kochani i cieszę się, że przybywają wciąż nowi goście, których serdecznie witam :) Liczę na Waszą wyrozumiałość i zapraszam do posłuchania S.Jobs'a (napisy w j.polskim można uruchomić klikając na czerwony znaczek z cc na dole okienka).