Strony

"Albowiem to, co raz zostało zobaczone, nigdy już nie powróci do chaosu." Vladimir Nabokov

czwartek, 21 sierpnia 2008

Sakkara i coraz większy upał

Z Memfis a właściwie z Mit - Rahiny (nawet na biletach do Memfis jest nazwa Mit - Rahina, cena ulgowych 15 L.E.) przejechaliśmy do Sakkary (Saqqary). Tuż przy parkingu, poniżej ulicy, w palmowym gaju rozłożyły się niskie zabudowania wiejskie, małe domeczki kryte strzechami, ze studzienkami na podwórkach. Możliwość podglądnięcia jak toczy się zwyczajne życie.


Jednak ktoś bardzo szybko nas dostrzegł, mała dziewczynka najpierw z uśmiechem machała do nas a następnie wspięła się błyskawicznie na jedną z palm, by znaleźć się na naszej wysokości i poprosiła o money. Dzieci proszących o pieniądze spotykaliśmy wiele, idących za nami i mówiących, że chcą jeść, próbujących na dworcach autobusowych wyrywać nam bagaże. Raz tylko bardzo się zdenerwowałam (po całonocnej i pół dniowej podróży z oazy Baharija do Kairu i dalej, moja odporność nerwowa na wszelkie nagabywania znacznie spadła), gdy chłopaczek szarpał za mój plecak próbując mi go wyrwać na dworcu w Marsa Matruh. Próbował krzyczeć coś po arabsku do mnie, bardzo niemiły i agresywny, w końcu i ja się wkurzyłam, wrzasnęłam już do niego po polsku "zostawisz to!". Poskutkowało, odczepił się od mojego plecaka, puścił wiązankę, na szczęście nie zrozumiałą dla mnie i poszedł. W każdym razie dzieci starają się zarobić wszędzie, i nieraz są o wiele poważniejsze od swoich rówieśników w Polsce.



Z drugiej strony na horyzoncie pierwsza piramida schodkowa zbudowana przez architekta Imchotepa w XXVIIw p.n.e., dla faraona Dżesera. Była wówczas najwyższym kamiennym obiektem na świecie. Początkowo czteropoziomowa, następnie podniesiono ją do sześciu poziomów.
Cena biletów ulgowych - 25 L.E.


Jak dobrze, że mam zoom w aparacie. Nipostrzeżenie mogę uchwycić ciekawe postacie bez konieczności płacenia baksziszu za każde zdjęcie :) Powinnam pisać "bakszysz" ale oni wymawiają "bakszisz" więc niech tak pozostanie :)


Ines - mimo upału pełna zainteresowania, nie pozwalająca umknąć żadnym szczegółom, pilnie porównująca to co zobaczy z wiadomościami zawartymi w przewodniku. O ile łatwiej później uczyć się histori, historii sztuki gdy widziało się wszystko "naocznia" lub poznało "namacalnie" :) No i ta radość, że się jest na skraju wielkiej Sahary :)


Pierwotnie cały kompleks świątynny był otoczony wapiennym murem. Dziś zwiedzający przechodzą przez jedną, zrekonstruowaną bramę.


Strzeżoną przez ludzi (by nie przepuścić okazji do zarobienia extra pieniążków za pokazanie jakiegoś szczegółu lub zrobienie zdjęcia turyście na tle jakiejś starożytności :))...


... oraz przez współczesne "anubisy" wychudzone, spragnione, szukające cienia, czasem w milczeniu odchodzące na pustynię, by umrzeć w samotności, nie znając troski człowieka...


A to jeden z reliefów, kartusz, który prawdopodobnie znaczy unes - odczytany przez naszego przewodnika Wasima i zinterpretowany jako Ines ;) Moim zdaniem znaczenie napisu i jego odczytanie zmienia się w zależności od oprowadzanych turystów :) Czyli taki bajerek, żeby zrobić komuś przyjemność ale kto go tam wie :)


Do Saqqary można dojechać sobie również na uśmiechniętym wielbłądzie (uwaga! czasem niewygodne siodła mogą zmienić przyjemność w torturę ;) o tym przy innej okazji ;)) lub...


...konno. My jedną i drugą przyjemność zostawiamy sobie na inne okazje :) Tym razem błogosławieństwem wydaje się możliwość ukrycia w klimatyzowanym samochodzie. Nasze organizmy nie przywykłe do wysokich temperatur - wszak to drugi dzień - trochę się nam buntują ;)

*****************
Więcej zdjęć na: http://picasaweb.google.pl/Aisza25/Saqqara

środa, 20 sierpnia 2008

Nasza pierwsza wcieczka do Memfis.

Nasze "frycowe" - czyli wycieczka, którą wykupiliśmy w hotelu za majątek. W cenie objazd: Sakkara, Memfis i Giza, bilety wstępu - zniżkowe dzięki legitymacjom studenckiej i nauczycielskiej, przewodnik - Wasim, który komentarze miał raczej wykute na pamięć i nie był zbyt odkrywczy, ale choć pomógł nam się poruszać w te pierwsze dni po egipskiej terra incognita :) Zwłaszcza w piekielny upał (również dla Egipcjan), dla nas zabójczy w te pierwsze dni. Ok godz 16 wracałyśmy wykończone, ja z bólem głowy, do hotelu i serwowałyśmy sobie zimną "karkade" - świetny napój egipski z hibiskusa, w wersji na gorąco jako herbatka i na zimno, orzeźwiający z lodem. Oraz bardzo przydatne elektrolity, minerały w postaci rozpuszczalnych tabletek - gorąco polecam :)




Widok na Nil, straszna mgła - pojawia się gdy dzień ma być wyjątkowo upalny, na razie jest wcześnie, godz. 9 rano, a ja się biedna naiwna cieszyłam, że zapowiada się dzień pochmurny :) Ale moje złudzenia szybko zostały rozwiane wraz z mgłą :)


Bardzo popularny, mimo cen benzyny, transport osiołkowy. Osiołek rzadko jest traktowany jako zwierze do pogłaskania, poklepania, nawiązania relacji bardziej serdecznych. Często wystraszone odsuwały się z pod naszych dłoni, nie wiedząc co zamierzamy. Ale spotykałyśmy osiołki również zadbane. Nie zapomnę scenki przez moment widzianej w Siwa. Kilkoro dzieci (prawdopodobnie rodzeństwo) z uwagą, delikatnie, wyprzęgało swojego osiołka z wózka pełnego zieleniny, tak by zwierzaka nie urazić. Osiołek miał lśniącą sierść i był okrąglutki. Miła scenka ale biednych, zmęczonych osiołków była przewaga. Poza tym pamiętając osiołki z polskich stadnin - te charakterne, z własnym zdaniem, nie poddające się woli człowieka gdy na to nie miały ochoty, a za to przesprytne w wyciąganiu od ludzi smakołyków, byłam zaskoczona widząc w Egipcie tak uległe zwierzęta, pozwalające się wykorzystywać aż do śmierci z taką rezygnacją... Smutne strony tego kraju...


Wszędobylskie kozy pasące się gdzie popadnie, najcześciej na śmietniskach, nawet w centrum miast.


Memfis - pierwsze miasto królewskie na świecie, stolica Egiptu z okresu Starego Państwa. Opuszczone dopiero w czasach muzułmańskich. Dziś jedynie śladowe pozostałości po tym potężnym mieście oraz przycupnięta obok wioska Mit Rahina. Posągi zgromadzone w ogrodzie otoczonym stoiskami pełnymi wszelakich pamiątek, za niebotyczne ceny specjalnie dla turystów ("dam ci specjalną, egipską cenę! Tylko wybierz! - później odpowiadałam - tak, tak, znam te "egipskie" ceny!), za małą wodę mineralną zapłaciłam 5 funtów - ale to nie był jeszcze rekord w te nasze pierwsze dni. Rekord padł, dzięki mojej sklerozie (ach te upały!) w cytadeli - mała woda 10 funtów!!


Znaleziony w 1820r. kolosalnych rozmiarów posąg Ramzesa II, leżący pod betonowym zadaszeniem.


Piękne rysy twarzy uwodzą choć to tylko kanon w przedstawianiu władców starożytnego Egiptu.


Ines przed ważącym blisko 80 ton alabastrowym sfinksem. Obydwa posągi stały najprawdopodobniej przed wielką świątynią Ptaha, głównego patrona Memfis.


Na warcie - Egipt, nota bene państwo policyjno wojskowe, pełen jest posterunków, budek i stanowisk strażniczych, oraz "tajniaków" po cywilnemu, z wielkimi pistoletami często za paskiem spodni, lub przewieszonym automatem posklejanym taśmą, lub obszytym fantazyjnym, różowym futerkiem.
Zdjęcie dedykuję mojemu synkowi, pełniącemu zasadniczą służbę wojskową w Gdyni na stanowisku wartownika. Pozdrawiamy Cię Kochany Sebastianku :)


*************************
Więcej zdjęć na: http://picasaweb.google.pl/Aisza25/Memfis

Z okien hostelu w Kairze

Kilka widoczków na Talaat Harb Street w Kairze, w dzień niezbyt wielki ruch ale za to w nocy ulica zamienia się w morze ludzi, trudno nią przejść. I tylko na niej kina, sklepy z butami, ciuchami, biżuterią - można by pomyśleć, że nie potrzebne są im sklepy spożywcze. Na zakupy spożywcze w ostatni dzień jechałyśmy busikiem ok 20 minut do supermarketu Alfa (lub Metro).






W Kairze żyje 18 milionów ludzi stłoczonych na tak małej powierzchni, ilość parków przypadających na 1 mieszkańca zmieściła by się na dłoni dziecka. Samochodów bez liku - trudno się dziwić, benzyna kosztuje ok 0,70gr za litr, a ropa 0,40gr. Za to smog jest okrutny czasem i mgła zza której prawie nic nie widać.

Więcej zdjęć: http://picasaweb.google.pl/Aisza25/TalatHrbCairo

W koncu zdjęcia :)

Dziś już wrzuciłam do naszej galerii pierwsze zdjęcia :) Nie wiem kiedy ten proces zakończę, bo zdjęć jest ok 5 tys. Ale obiecuję, że skończę :)
------------------------------------------------------------
Praga - nasz start i bardzo udane zdjęcia Ines :) Teraz wiem, że wykorzysta dobrze aparat gdy go dostanie :) W Egipcie był z tym problem, szkoda, że nie udało nam się przed wyjazdem zorganizować drugiego aparatu dla niej. Ciekawie było by zobaczyć Egipt jej oczami :)


***********************

Nasze bagaże czekają na załadowanie - uchwycone przez Ines
*********************

Ines czekająca na abordaż :) W tle nasz przygotowywany samolocik czeskich linii lotniczych.

Więcej zdjęć w galerii: http://picasaweb.google.pl/Aisza25/Praga

Witam w Polsce :)

Witam już w naszym miasteczku. Po kilku dniach w Kairze spędzonych na drobnych zakupkach (ależ ja się nauczyłam targować i negocjować ceny!), na połowie dnia spędzonego w Cytadeli (zwiedzanie muzeum wojska, powozowni, muzeum policji, pozostałości po pałacu Alego Paszy, spędzeniu długich chwil w skupieniu w meczecie alabastrowym), po ostatnich pysznych kolacyjkach w naszym ulubionym GAD'zie, odpoczynku w ulubionym hoteliku King Tut, wyruszyłyśmy do Polski.
Na dzień dobry samolot miał 2 godzinne spóźnienie. Czas na kontemplację lotniskowej poczekalni ;) między 3 w nocy a 5 nad ranem. Ines zasnęła snem sprawiedliwego, ja czuwałam, bo a nóż widelec coś się z mieni. Nic się nie zmieniło, wylecieliśmy po 5 nad ranem, żegnając pogrążony w ciemnościach Kair. W Egipcie dzień wstaje późno, słońce budzi się ok. 7 a wybiera na spoczynek również ok. 7 wieczorem. Powinnam napisać jak mawiali starożytni Egipcjanie rodzi się i umiera. Litościwe jest słoneczko, grzeje mocno ale za to krócej niż u nas i pozwala rozkwitać nocnemu życiu w Egipcie.
W czasie lotu obudziłam się nad postawionym śniadaniem (jajeczko niezbyt zachęcające, ale za to owoce i ciasteczko apetyczne. Niezbyt byłyśmy przytomne, nie chciało nam się jeść. Jeszcze chwila drzemki i byłyśmy już w Pradze. Tam szybko za nasze gigantyczne bagaże i do taksówki (o nie, to na pewno już nie był Kair - po cenach łatwo można się zorientować ;) ) i na dworzec kolejowy. Kupiłyśmy bilety i w drogę. Bardzo miło zaskoczyli mnie Czesi :) Starali się nam pomóc z bagażami nawet bez naszego zwracania się o pomoc. Przesiadka w Olomoucu, a następnie pociąg do Krnova - wszystko to brodząc w zieloności. Moja pierwsza myśl, gdy zobaczyłam szmaragdowe łąki - o jakże by było miło paść na taką łąkę :) i długo z niej nie wstawać. Ines dalej spała a ja chłonęłam każdy zielony liść, trawkę, drzewo, zachwycałam się zwłaszcza trasą z do Krnova, wijącą się pomiędzy górkami, znikającą w tunelach, przecinającą małe, zadbane i urokliwe wioseczki. A z Krnova to już "rzut beretem", który pokonaliśmy dzieki uprzejmości naszych przyjaciół i ich transportowi dwóch sierotek i ich wielkiego bagażu :) Za co bardzo, bardzo dziękujemy Iwonko i Filipku :).

środa, 13 sierpnia 2008

Alexandria - dzien naukowy :)

Karmimy dzis umysly. Czyli spedzamy dzien w bibliotece alexandryjskiej. Warto i nalezy, caly dzien uciekl nam jak mgnienie oka :) I troszke dopisalo nam szczescie, bo dy poszlysmy na pokaz do planetarium okazalo sie, ze wszystkie bilety na dzis wysprzedane - probowalysmy pertraktowac z nieszczesnymi minami a za nami tlum egipcjan, ktorzy rowniez sie nie zalapali. Poskutkowalo ;) Zrobiono dla nas dodatkowy seans o 14.30 :) Pozniej jeszcze chwila pelna stresu bo sobie poszlysmy na salatke do restauracji bibliotecznej, calkowicie zapominajac o czasie oczekiwania na potrawy w Egipcie. Ale zdazylysmy. Pokaz powalil nas na kolana. Lecialysmy poprzez cala galaktyke, przy dzwiekach relaksacyjnej muzyki, oraz komentarzu anglojezycznego lektora ze sluchawek. Pozniej dwie ekspozycje: historia nauki (glownie zwiazanej z Alexandria) i wystawa interaktywna na ktorej moglysmy namacalnie odkryc ponownie rozne prawa nauki :) Wystawa juz czesciowo zuzyta ale jeszcze dziala :) Na koniec wizyta w bibliotece - kazda grupa wiekowa wchodzi osobno, dziecko nie wejdzie na dzial mlodziezowy, a mlodziez nie przesliznie sie do biblioteki dla doroslych. Dziala to w droga strone rowniez, mnie nie wpuszczono razem z Ines. Musialam czekac na zewnatrz, na szczescie uprzejmy ochroniarz udostepnil starszej kobiecie krzeselko :) Teraz kolacyjka - moze u chinczykow? :)
Jutro dalsza droga do Kairu :)

wtorek, 12 sierpnia 2008

Alexandria - jeszcze inny obraz Egiptu

Ucieklysmy z Siwa, szybka decyzja, po co sie meczyc caly dzien w autobusie, tracic ten jedne z ostatnich chwil w Egipcie. Jedziemy nocnym - o 22 wyjazd o 6.30 wita nas Alexansria. Alexandria, natretni taxowkarze i jeszcze bardziej natretne moskity. O jakze lagodne sa nasze swojskie komary, duze, mniej zwrotne (czyt. latwiejsze do utluczenia), i nie tak dotkliwie gryzace. Chwalcie naszych krwiopijcow, bowiem nieznacie tych obcych napastnikow :) I jeszcze jednym zaskoczyla nas Alexandria - totalnym przepelnieniem w hotelach. Nasz, ktorysmy sobie wymyslily - szans nie ma. Zjezdzilysmy nastepnych kilka, wszedzie to samo - komplet, mysle, ze ku uciesze naszego taksiarza, ktory bardzo uczynnie obwozil nas po nastepnych, dobrze, ze znal je, ale tez odpowiednio za skasowal. W koncu znalezlismy jeden pokoj w hotelu Ramses. Najtanszy to on nie byl, 200 funtow za noc, czyli nie cale nasze 80 zl. Ale prosze Panstwa - jaki fantastyczny widok na zatoke, na wprost fort (dawne miejsce latarni w Faros), sam pokoj ogromny, czysciutki, z lazienka, lodowka, telewizorkiem - sama rozkosz i cudna chwila relaksu po hoteliku w Siwa. A co tam raz nam sie nalezy :) Oczywiscie ze sniadankiem (choc nic nie pobije sniadan w Dahab). Klimacik taki troszke na modle angielska :) Wszystkim polecam :)
Sama Alexandria - wyluzowana, tez kontrast po Sila, gdzie kobiety mialy nawet pozaslaniane oczy, dlonie, doslownie wszystko. Tu tak bardziej europejsko. Ludzie sympatyczni, usmiechnieci :)
Ciesze sie tymi chwilami bo tuz, tuz i znow targanie bagazy :P
I tak sobie mysle, ze tego naszego wspominania i pisania na tym blogu o naszej wyprawie wystarczy na dlugie, zimowe wieczory. Ines obiecala, ze napisze cos od siebie a ja to tutaj wklepie :) I tak juz bym pokazala troszke zdjec. Tyle ich robimy, np. wczoraj ulice nocna z balkonu, swiatla, swiatla i swiatla - tak bardzo kocham miasta noca :)
Piszemy z kafejki internetowej, gdzie dzieciaki graja w przerozne gierki, chalasuja niemozebnie, a nawet sie przepychaja :) Komputery dobre, lacze szybkie, a przed wejsciem, tuz obok dwie male kozki wcinaja swoja wieczorna wiazke zieleninki :) Taki lokalny koloryt:) Tylko klawisze e,s,d zdarte do nieprzytomnosci - gracze wiedza dla czego ;)
A ja tesknie za pustynia, pustynia z jej wszechogarniajacym czarem, romantyzmem, cisza i wolnoscia... Ehhh dobrze, ze nie spedzilysmy tam wiecej czasu, bo pewnie bym nie potrafila juz wrocic... ;)
Dzis zupelnie inne klimaty. Fort na fundamentach zniszczonej trzesieniem ziemi, latarni w Faros. Dwoja droga bardzo podobala mi sie jego konstrukcja, bardzo przypominajaca nasze sredniowieczne twierdze (o wszystkim bardziej dokladnie bede pisac juz pozniej dolaczajac zdjecia), katakumby pod miastem, warte zwiedzenia, robiace wrazenie i wywolujace dreszcz, oraz doskonale zachowany amfiteatr otoczony korynckimi kolumnami. Zupelnie inaczej odbieram tu klasyczna sztuke, choc nie lubie tego stylu i epoki.
I tak sobie mysle, ze jedli by ktos mial ochote pozwiedzac Egipt, tak jak my, zdala od pedzacych wycieczek, bezpiecznie i o wiele bardziej interesujaco, a sam nie znal by np. angielskiego, nie mial by odwagi - chetnie bym pomogla :) Takie male jednoosobowe biuro podrozy ;)

Dziekuje Wszystkim za tak mile komentarze i wpisy w naszej ksiedze gosci, pamietamy i myslimy o Was bardzo cieplo :)

sobota, 9 sierpnia 2008

Pare slow z oazy Siwa

Po dlugiej nieobecnosci w sieci... Zmeczone nieco ale zachwycone nocami na pustyni, dokarmianiem dzikich liskow fenkow, rozgwiezdzonym niebem na wyciagniecie reki, pozostawilysmy za soba Baharije, Farafre, Dachale, biala i czarna pustynie, Krysztalowa Gore, diuny i pare innych bardzo atrakcyjnych miejsc, wspomnien nie wymienialnych za zadne pieniadze czy ludzi, ktorzy na zawsze wpisali sie w nasza pamiec. Dotarlysmy tutaj, do Siwa, tam gdzie diabel mowi dobranoc, gdzie juz tak nie dba sie o turystow i ich nie zaczepia. Pierwsze wrazenie, poza okrutnie cuchnaca lazienka w hotelu, urzekajace - w koncu spokoj, mala wioseczka, malowniczo afrykanska. I postanowilysmy zostac o dzien dluzej, czyli w sumie 4 noce. A teraz juz coraz bardziej jestem rozdrazniona ta prowincja, gdzie sama musialam sobie naprawic spluczke w hotelu, w jedynej "kawiarence internetowej" (1 czynny komputer z laczem o predkosci 45kb na min)konfigurowalam im sprzet bo nie jak nie mogli sobie poradzic z nim przez dwa dni a ja mialam zachcianke zadzwonic do domu. Brakuje mi tez tej serdecznosci i otwartosci jaka maja mieszkancy innych regionow. Ale nie jest zle :) Dzis koncze bo moje dziecie juz bardzo glodne i czas zmienic nasza jadlodajnie na jakas nowa bo do "starej" tez juz stracilam cierpliwosc. Moze jutro uda siue cos jeszcze tu na bazgrac, a jak nie to obiecuje wrazenia po powrocie i zdjecia - jest ich juz ok 4 tys :) W kazdym razie po jutrze wyruszamy o 7 rano do Alexandrii a moj bagazowy ciezar wzrosl o kolejne 2 kg bo kupilam daktyle naturalne i nadziewane migdalami. A arbuzy tu sa przepyszne :) Caluski 4all :)

piątek, 1 sierpnia 2008

Sennie a tu cala nocka w autobusie...

Juz niestety zegnamy sie z Dahab. Opuscilysmy nasz pokoik w hotelu. Opuscilysmy kotki, ktore zapewne jutro nad ranem beda rozpaczac pod drzwiami balkonu nad brakiem mleczka. Szkoda mi ich, szkoda psiakow co dzien ukrywajacych sie do popolusnia w cieniu lezakow. Dzis nie widzialam przerazliwie chudego kociaka, ktory jeszcze wczoraj wedrowal rozpaczliwie nawolujac o jedzenie... Szkoda, ze nie mam mozliwosci uratowac tych istotek... Ale zegnamy rowniez zadbane koniki arabskie o zaokraglonych ksztaltach i fantazji, ktore wczoraj niosly nas na ostatni spacer o zachodzie slonca. Brzeg Blekitnej Laguny, piasek pustyni, wokol gory, nawet brzeg Arabii Saudyjskiej wydajacy sie nieomalze na wyciagniecie reki. I cwal, z wiatrem w zawody. Tak na pozegnanie, na spelnienie marzen. A dzis jeszcze ostatnie plywanie z maska i rurka, ostatni lot nad koralowym ogrodem, kilka zdjec - wodoszczelnym wariatkiem, ciekawe jak wyjda, i czy wogole wyjda.
W kadym badz razie, o 22 wyruszamy na pustynie i objazd po oazach. Najbardziej meczacy zbedny balast bagazowy, ani go zostawic, i ciagnac za soba tez ciezko. A na miejsce tego czego sie pozbywam, przychodza prezenty.
Poza tym totalne lenistwo mnie ogarnelo, i gdzie sie podzial zapal do pisania, robienia szkicow... Zwale wine na slonce, ktore rozleniwia...
Ines studiuje ksiazki do nauki arabskiego, dodatkowo napisane w jezyku angielskim a mi sie nic kompletnie nie chce :)
Zeby choc maly deszczyk... :) Zaraz jakies jedzonko i lody - pyszny sorbet o smaku truskawkowym i mango. Jak ja przezyje w Polsce bez takiej ilosci swiezych sokow???
Konczymy dzisiejsze pisanie i nie mamy pojecia kiedy znow bedziemy mialy mozliwosc skorzystac z internetu.
Pozdrawienia od dwoch podpieczonych podrozniczek ;)

LinkWithin

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...