Strony

"Albowiem to, co raz zostało zobaczone, nigdy już nie powróci do chaosu." Vladimir Nabokov
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Great Brytain. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Great Brytain. Pokaż wszystkie posty

środa, 31 października 2012

Boscastle. Spróbujemy cię utopić, a jak się nie uda, to spłoniesz!


Tak nakazywał napisany w 1486 roku „Malleus Maleficarum”, czyli „Młot na czarownice”.




Było to opracowanie na temat magii, czarownic, ich wykrywania, przesłuchiwania, sądzenia i wykonywania wyroków. Doprowadził on do zamordowania tysięcy kobiet w całej Europie, głównie w XVI i XVII wieku. 




środa, 25 stycznia 2012

Zapraszam do tropikalnego lasu - czyli kolejna odsłona Eden Project

Rozpędziłam z tym Edenem i ubrdałam sobie, że już was oprowadziłam po biomie podzwrotnikowym i suchym. Chcę podlinkować wiadomości o tym projekcie - patrzę, a tu mamy zaledwie bachanalia. Zonk. Nic to, od razu wpadniemy do dżungli :) Później nadrobimy inne zaległości.

Dla tych co przyłączyli się do naszych wycieczek nie dawno - TU są wiadomości o Eden Project, a TU wszystkie pozostałe na temat tego boskiego ogrodu.

Biom tropikalny, dżungla, sieć strumieni, pagórków, to po prostu największa szklarnia na świecie. Ma 55 metrów wysokości, 200 metrów długości i obejmuje obszar 1,3 hektara. Szklarnia, ale nie ze szkła. Zresztą taką powierzchnię trudno byłoby oszklić, jeszcze trudniej utrzymać i stworzyć tak naturalne środowisko. Jest to specjalna, naprężona pomiędzy stalową konstrukcją, folia. Przepuszcza ona powietrze i wilgoć. Przypomina to plaster miodu, a jeden element ma około 9 metrów. Temperatura i wilgotność jest kontrolowane komputerowo.

Gdybyśmy przechodzili z biomu podzwrotnikowego (jak zamierzałam pierwotnie, i w jakiej kolejności zwiedzałam Eden), minęlibyśmy stragan pełen kwiatów i plantację znajomych nam pomidorków. Ten ogród botaniczny ma za zadanie pokazanie wszystkim, a przede wszystkim dzieciom, jak ważne jest środowisko, jak niezbędne są dla nas rośliny. Prezentuje całą złożoność i sieć zależności między gatunkiem ludzkim, a tym co rośnie na naszej planecie. Uczy jakie korzyści płyną z dbania o florę i mądrego wykorzystania jej. Są ekspozycje przedstawiające, zniszczenia niestety niesione przyrodzie przez człowieka i rabunkową gospodarkę. Wielka szkoda, że dzieci z Polski nie maja szansy go zobaczyć. W dodatku cena za wstęp dla dorosłej osoby wynosi aż 22 funty w tej chwili, ja parę lat temu płaciłam nieco mniej.





Do Eden weszłam w momencie otwarcia i w pierwszej kolejności zwiedzałam biom suchy. Miałam szczęście, bo zwiedzających było niewielu i mogłam spokojnie zrobić zdjęcia. Tu, w biomie tropikalnym, było ich multum. Ale nie to uderzyło mnie tuż po wejściu do największej kopuły. Otóż zaparło mi dech i to nie tylko z wrażenia. Było gorąco, nieziemsko parnie, wilgotno. Łapałam powietrze jak wyciągnięta z wody ryba. I chwile trwało zanim organizm przystosował się do panujących tutaj warunków. Ale wewnątrz, po jakimś czasie wędrowania, i tak zaczynało robić mi się słabo.
Zatrzymałam się przy wejściu, przede mną rozciągała się prawdziwa dżungla. Ogrom roślin porażał, obiektyw aparatu pokrył się mgiełką, wokół słychać było strumienie i wodospady. I choć wszystko znajdowało się pod przeźroczystą kopułą, na dole, w dżungli panował półmrok.
















W Eden prowadzone są również badania. Naukowcy pracują między innymi nad udoskonaleniem technologii z wykorzystaniem tego co tu rośnie. Ta deska surfingowa zrobiona jest z  bardzo lekkiego drzewa balsamicznego, jej powierzchnię pokryto konopiami indyjskimi, a następnie naturalną żywicą. 








C.D.N

poniedziałek, 23 stycznia 2012

Eden Project i konie Heather Jansch

Tak jak pisałam, dziś zaglądniemy ponownie do Eden Project w Kornwalii. Ale tylko na chwilkę, by odkryć rzeźbę, która jest dziełem Heather Jansch. Artystka, u nas raczej nie znana, tworzy konie w sposób bardzo nie typowy.

Te zwierzęta zawsze były jej pasją, już będąc dzieckiem obserwowała i rysowała je namiętnie. Później ukończyła studia artystyczne i stała się wziętą malarką. Nie dało jej to pełnej satysfakcji. W latach siedemdziesiątych porzuciła więc malarstwo na rzecz rzeźby. Nie chciała jednak naśladować innych i iść utartym torem, poszukiwała formy, która dałaby jej spełnienie i w której mogłaby oddać pełne życia, jej ukochane konie. Pewnego dnia jej syn poszukując drewna na rozpałkę, ściął starą, zdrewniała łodygę dzikiego bluszczu. Wówczas, w powyginanym pędzie, Heather dostrzegła fragment końskiego grzbietu. Dalszych elementów tej końskiej układanki dostarczyło już morze.

Do tej pory powstała już ponad setka koni. Wiele z nich ma naturalną wielkość. Jeden z nich odnalazł swoje miejsce właśnie w Eden Project, w części śródziemnomorskiej. Tam właśnie odkryłam Heather Jansch. Artystka mieszka prawie po sąsiedzku, w Dewon.

Mimo użytego tak nietypowego materiału, jej konie są perfekcyjne pod względem anatomicznym. Artystka doskonale uchwyciła ruch i naturalną grację zwierząt. Jej dzieła otrzymują również swoje unikalne imiona, takie jak: Apollo, Kapitan Cleo, Devon Lad, i.t.d. Osiągają również niebagatelną cenę ponad 50 tysięcy funtów za jednego wierzchowca.










TU można zobaczyć proces tworzenia.

TU znajduje się artykuł i zdjęcia w Mail Online,

a TU strona artystki z galerią jej dzieł.

oraz dwie z wielu jej końskich fotografii, które mnie oczarowały:



sobota, 21 stycznia 2012

Na pożegnanie z sówkami z Looe - w cztery oczy :)

I jeszcze kilka zdjęć sówek, trudno mi się oprzeć pokazaniu ich. Z sowami w cztery oczy :) Zapraszam :) Tak dla przeciwwagi tym zimowo - monochromatycznym klimatom pozostaniemy w słonecznej Kornwalii. Na następny po raz kolejny Eden Project.






















czwartek, 19 stycznia 2012

Sówki w Looe - czyli letnich klimatów ciąg dalszy

Ponownie zapraszam do Monkey Sanctuary na podziwianie sówek. Klimaty nie tylko letnie ale również nieco czarodziejskie :) Potterowskie rzekłabym :)






























sobota, 21 maja 2011

Na tropie literackich inspiracjii... cz.2

"Po półgodzinnej wędrówce i obserwacji "fałszywego" Oksfordu dziewczynka [...] poszła w stronę parku. Nagle znalazła się przed wielkim budynkiem, który pasowałby raczej do jej świata (choć tam go nie było). Dziewczynka usiadła na trawniku, gdzie zamierzała zjeść batonik i owoc, z przyjemnością patrząc na budynek."
Kolejny raz znaleźliśmy się w Oksford wraz z Lyrą, bohaterką "Mrocznych materii" Pullmana. Jesteśmy w środku lata na ocienionej rozłożystymi drzewami Park Road. Tuż na przeciwko wejścia do neogotyckiej budowli, w której znajduje się University Museum of Natural History. 
"Odkryła, że znajduje się w nim muzeum. Drzwi frontowe były otwarte, więc weszła. Wewnątrz stały wypchane zwierzęta, skamieniałe szkielety i gablotki z minerałami, tak jak w Królewskim Muzeum Geologicznym, które odwiedzała z panią Coulter podczas pobytu w Londynie."




Taki mały raj dla dzieci...




Czyżby tęsknota za posiadaniem własnego dajmona?... (Mroczne materie)














Niewiele większy niż ślad na ziemi...


Naukowiec, pisarz, malarz, artysta?...


A tu ślad Alicji i Krainy Czarów...


i ptaka dodo - autokarykatury autora historii o Alicji, wykładowcy matematyki Charlesa Lutwidge'a Dodgsona, który przyjął pseudonim Lewis Carroll. 






"Na końcu wielkiego korytarza ze szkła i żelaza znajdowało się wejście do drugiej części muzeum. Odwiedzających było bardzo niewielu, więc Lyra weszła do sali i rozejrzała się. Pamiętała, że pilnie musi zadać aletheiometrowi pytania, jednak eksponaty w pomieszczeniu bardzo ją zaciekawiły. Dostrzegła tu dobrze sobie znane przedmioty: w szafkach za szkłem wisiały arktyczne ubrania, niemal identyczne, jak jej futra, stały sanie, leżały rzeźbione kości morsa, harpuny do polowań na foki oraz tysiące różnych trofeów, relikwii, obiektów magicznych, narzędzi i broni. Lyra oceniła, że eksponaty pochodzą nie tylko z Arktyki, lecz z całego świata." Mroczne Materie, Pullman



Ta część, to jedna z największych na świecie antropologicznych kolekcji - Pitt Rivers Museum. Niestety z powodu oświetlenia zdjęcia, które zrobiłam nie nadają się do pokazania. A szkoda, bo naprawdę warto je zobaczyć.

"Futra ze skóry karibu wydawały się identyczne jak futro Lyry, natomiast postronki na saniach przywiązano w sposób zupełnie niewłaściwy. A obok wisiał fotogram kilku samojedzkich myśliwych, prawie sobowtórów tych, którzy porwali dziewczynkę i sprzedali ją do Bolvangaru. Ależ tak! To byli ci sami mężczyźni! Nawet supeł na tej wystrzępionej linie znajdował się w tym samym miejscu. Lyra była tego absolutnie pewna, ponieważ spędziła na tych właśnie saniach wiele długich godzin... Czy istniało logiczne wyjaśnienie tej tajemnicy? Może światy stale przeplatały się ze sobą, a może mimo wszystko istniał tylko jeden, który śnił o innych?" "Mroczne Materie", Pullman


Następnym razem zapraszam na krótką wizytę z Lyra w ogrodzie botanicznym i innych zakątkach Oxfordu :) Tymczasem śpieszę na targ uzupełnić stan mojego balkonowego ogrodu :)


LinkWithin

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...